sobota, 18 października 2014

Rozdział 19

Spojrzałam na niego.
- To znaczy?
- No jest taka dziewczyna.
- Tak? Od dawna? Ile ma lat? Jak wygląda?
- Nie musisz pytać. Spójrz w lustro.
Otworzyłam szeroko oczy.
- Zayn ty mówisz... Ty mówisz poważnie?
- Tak. Dobra zmieńmy temat. Idziesz już do szkoły w tym tygodniu?
- Musiałabym bo będę mieć dużo zaległości, ale głowa mi pęka.
- Rozumiem.
Usłyszałam pukanie do drzwi i bez odpowiedzi wszedł Louis.
- Co wy tu robicie?
Pyta wściekły.
- A co cię to obchodzi? Nie twoja sprawa. Nie interesuj się i wyjdź.
- Bo co mi zrobisz?
- Nie denerwuj jej stary. Przecież wiesz, że nie można.
W mojej obronie stanął Zayn, a Lou się wkurzył.
- Oboje jesteście nienormalni. Ty sie nazywasz przyjacielem? A podrywasz dziewczynę kumpla?
- Louis! Ja nie byłąm i nie jestem twoją dziewczyną! I już nigdy nią nie będę! A ty siebie nazywasz zakochanym?! To co do cholery robiłeś z Mamą mojej przyjaciółki? W ich domu! W ich kuchni?! Wyjdź i mnie nie denerwuj!
Tak głośno krzyczałam, że głowa coraz bardziej mnie bolała, a coraz bardziej robiło mi się słabo...
- Zayn słabo mi...
Powiedziałam kładąc się na poduszce.
- Louis wyjdź i zawołaj twoją mamę!
Krzyknął i popatrzył na mnie. Powoli zamykałam oczy... Pani Alicia przybiegła. Nie miałam kontroli nad moim ciałem, ale wszystko słyszałam. Jak wzywają karetkę i próbują mnie obudzić. Nie potrafiłam nic powiedzieć, ani otworzyć oczu...
- Tamara... Tam nie.. nie zasypiaj..
Mówił błagalnie Zayn, ale ja.. już nie potrafiłam nic powiedzieć..

Później stracił już orientację. Nie wiedziałam kiedy zabrali mnie do szpitala i co mi robili. Przebudziłam się dopiero następnego dnia po 17. Czułam, ze ktoś trzyma mnie za rękę. Poruszyłam nią i od razu osoba, która mnie trzymała się poruszyła. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Zayn'a.
- Co ty tu robisz?
- Czekałem aż się obudzisz w końcu.
- Długo byłam nieprzytomna?
- Jest po godzinie 17. Niecałe 24 godziny.
- Louis mnie tak zdenerwował... Głowa mi pękała...
- rozmawiałem z lekarzem.. Chyba nie jest dobrze...
- Co? Jak to?
- Nie powinienem cie denerwować, ale chcę żebyś wiedziała, że zawszę będę przy tobie i cie nie zostawię. Masz..
- Powiedz mi.. chcę mieć to za sobą...
- To nie na 100 procent, ale chyba masz krwiaka...
Spojrzałam na niego i nie potrafiłam uwierzyć.
- Dziękuję, że mi powiedziałeś.
Pewnie było widać, że mam lzy w oczach. Przy Zayn'ie nie potrafiłam ich trzymać w sobie... Uległam im, on mi je otarł.. Jak prawdziwy przyjaciel.
- nie płacz. Poradzisz sobie.
- Zayn... To prawda co krzyczał wczoraj Louis?
- tzn? Dużo tego nam wykrzyczał...
- Że ty.. że ty mnie podrywałeś..
Poczułam jak mocniej mnie uścisnął. Nie spodziewał się tego pytania...
- myślałem czy tak to wyglądało.. Nie dawało mi to spokoju. Sam nie wiem. Nie chciałem. Samo tak wyszło... chciałem zawsze być przy tobie... chronić cie przed każdym złem.. nie wiem dlaczego..
Uśmiechnęłam się i przetarłam resztki łez.


Wyszłam po tygodniu. Przez ten czas trochę się zmieniło. Moje rzeczy zostały przewiezione do Zayn'a.. Chyba wiecie co chcę powiedzieć... Jesteśmy parą.. Co z Louis'em? Nic. Zniknęło uczucie, którym go darzyłam. Teraz? Nienawidzę go za to co mi zrobil.. Za to jak mnie zranił. Mam Zayn'a. Potrafię być szczęśliwa bez Lou.
Kontakt z przyjaciółką i Panią Alicią mam. A pozostali nie odgrywają w moim życiu już tak wielkiej roli. To koniec mojej historii. Teraz będę szczęśliwą dziewczyną, a może kiedyś żoną Zayn'a.
___________________________________________
OJEJ TO JUŻ KONIEC :C Mam nadzieję, że będziecie czytać inne blogi <3 Kocham was <3

poniedziałek, 6 października 2014

Rozdział 18

Obudziłam się i widziałam biały sufit. na pewno jestem w szpitalu, ale kto mnie tu przywiózł? Chciałam się dźwignąć, ale chwilowo poczułam ogromny ból głowy. Chwyciłam się za nią i poczułam bandaż. Położyłam znowu głowę na poduszkę i jęknęłam z bólu.
Po 15 minutach przyszedł do mnie lekarz.
- Panno Tamaro obudziła się pani. Coś panią boli?
- Głowa...
- Ah tak, to będzie problem. Uderzyła pani bardzo mocno o aswald. Gdyby nie kolega, który panią tu przywiózł pewnie teraz byłaby pani...
- Rozumiem.. A kto mnie przywiózł?
- młody chłopak z lokami. A właśnie panienko. Leżałaś na drodze z jakieś 20 minut trochę krwi straciłaś, więc się teraz nie denerwuj i odpoczywaj. Kogoś zawiadomić?
- Przyjaciółkę 782 *** **4
- Dobrze. Zaraz do niej zadzwonimy.
- Tak, a może pan zawołać tego chłopaka jeśli jeszcze tutaj jest?
- Tak. Byłaś nieprzytomna około 14 godzin, było u ciebie dużo osób, ale zazwyczaj byli to chłopcy tylko jedna kobieta Alicia.
- Dziękuję...
Odwróciłam głowę na bok i wpatrywałam się w drzwi, przez które miał za chwilę wejść Harry. I pojawia się, ale nie on. Owszem chłopak z lokami tyle, że blond. Patrzę na postać zbliżającą się i się uśmiecham.
- Hej. Jesteś Tamara prawda?
- Tak.. A ty jak masz na imię?
- nazywam się Ivan. Miło mi cię poznać.
mówi i podaje mi dłoń.
- Tak mnie też. Jak mnie znalazłeś w parku?
- No wiesz, szedłem sobie parkiem do szkoły, zawsze chodzę tak wcześnie no i cię zauważyłem. Od razu zadzwoniłem na pogotowie i czekałem aż się obudzisz.
- Dziękuję..
- Do jakiej chodzisz szkoły?
- Plastycznej... district 26 seguel
- Super. Ja chodzę do muzycznej. Uczę się 2 rok.
- No mega.
Śmieję się.
Siedzieliśmy razem do 19 czyli z 3 godziny, a potem... wparował Louis i jak to on wygonił Ivan'a. Przeprosiłam go i położyłam się spać.
- Louis ogarniaj sie. Nie chce mieć z tobą nic wspólnego.
- Ale ja chce, Co ci się stało?
- Nieważne. Zadzwoń po Zayn'a i wyjdź.
- po co ci Zayn? Przecież ja jestem.
- Ale nie chcę z tobą rozmawiać rozumiesz? Wyjdź i po niego.. Ał.. ał...
Złapałam się za głowę dlatego od razu podbiegł lekarz i wyprosił Louis'a.
- Mam do pana doktora prośbę. Niech pan tego chłopaka tutaj nie wpuszcza i... mógłby pan jeszcze zadzwonić do mojego przyjaciela?
Zgodził się. Podałam mu numer. Wykonał prośbę w pokoju lekarskim i poszedł gdzieś z pielęgniarkami. Ja nie miałam siły na czekanie i zasnęłam.

Po dwóch dniach Pani Alicia odebrała mnie ze szpitala. Nie miałam siły chodzić, ale mogłam wyjść już i nie musiałam leżeć w szpitalu, a mogłam w domu.
Zaprowadziła mnie do mojego pokoju i pomogła wejść na łóżko.

Zayn znowu do mnie przyszedł. Lou nie chciał go wpuścić, ale ja powiedziałam jego mamie, że przyszedł do mnie i wszedł.
- Hej Tam. Jak się czujesz?
Spytał zamykając drzwi.
- A hej. Jest lepiej, ale głowa dalej boli i jak wstaje to robi mi się niedobrze.
- Przejdzie ci. Na pewno. W końcu walnęłaś głową o aswald.
- Tak wiem. To co tam masz?
Spytałam patrząc na torbę, którą przyniósł.
- A w końcu sama na miasto wychodzić nie możesz, więc przyniosłem trochę dla ciebie.
Zaczął wyciągać fast food'y z maca, a ja zaczęłam się śmiać.
- Wiesz jak ja od tego zgrubne?
- Oj tam gadasz. Raz na jakiś czas ci nie zaszkodzi. A odmówić nie odmówisz bo to uwielbiasz.
- Och jesteś okropny, ale i tak cie kocham.
Przytuliłam go i się uśmiechnęłam.
- A no i jeszcze masz szejka. Pamiętałem czekoladowego.
- Ooo super. Dawaj.
Wyciągnęłam rękę, a on podał mi kubełek z zimną cieczą.

Razem siedzieliśmy w moim pokoju do 21.
- No, a co tam u Perrie i innych dziewczyn?
- A u pozostałych dobrze, ale...
Dało się odczuć zmianę atmosfery. Zrobił się smutny, od razu to zauważyłam.
- Ale co?
Zapytałam i usiadłam na łóżku.
- nieważne. Nie rozmawiajmy o tym. Przecież głowa cię boli.
- Mów. Widzę, że jesteś smutny.
- wczoraj Perrie ze mną zerwała, a dziś... widziałem ją z jakimś kolesiem.
- No co ty. Oj nie martw się. Widocznie na ciebie nie zasługiwała.
- Tak, ale ja chciałem jej dać to..
Wyciągnął z marynarki ze środka pudełeczko. Wiedziałam co w nim będzie. Spojrzałam na niego współczującym wzrokiem.
- Współczuję ci na prawdę. Popatrz na to z innej strony. Teraz możesz chodzić na imprezy i nie przejmować się tym, że masz dziewczynę. Możesz znaleźć jakąś inną, fajniejszą. Jeżeli Perrie ciebie nie doceniła to wcale nie była taka fajna jak nam wszystkim się wydawało.
- Tak...
- No. Znajdziesz inną dziewczynę.
- a co jeśli już mam taką na oku?
Zapytał i popatrzył mi w oczy. Zbytnio nie wiedziałam jak to zinterpretować...
____________________________
Ijeee kochani już 18 rozdział ahah xd Brawo ja. W końcu mi się udało. Przepraszam, że tak długo nic się nie pojawiało.

sobota, 6 września 2014

Rozdział 17

Widziałam jak Zayn mi się przygląda, ale co chwile uciekał wzrokiem. Zastanawiałam się o co chodzi, ale się nie dowiedziałam.
Po 45 minutach wyszłam z klasy i ruszyłam do sklepiku po sok. Kupiłam i wróciłam pod klasę. Dziewczyny do mnie podeszły i przegadałyśmy całą przerwę.

Po 9 godzinach wyszłam z budynku, było zimno, a ja miałam dosyć daleko. Zayn mnie zaczepił i zaproponował, ze mnie podwiezie. Chętnie się zgodziłam, dlatego ze nie miałam ochoty iść w tym wietrze do domu pól godziny i zmarznąć. Od razu włączył ogrzewanie, zapięłam pasy i się uśmiechnęłam.
- Dziękuję. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
Zaśmiałam się i przeczesałam palcami włosy.
Po 10 minutach podjechał pod dom, w którym będę musiała się użerać z Lou...
- jeszcze raz bardzo ci..
Wyszedł, wiec stwierdziłam, ze idzie mi otworzyć drzwi. Tak zrobił, więc się uśmiechnęłam i dokończyłam.
- Bardzo ci dziękuję. To dla mnie dużo, ze nie muszę iść  w taką pogodę pól godziny.
Uśmiecham się i go przytulam mocno. Z domu wybiega Louis i robi Malikowi awanturę.
- Louis opanuj się!
Wrzeszczy Zayn, jednak brunet się nie opanował przez co dostał z pięści.
- To się nazywa przyjaciel. Za moimi plecami.
Mruczy niezadowolony.
- Odwiozłem ja tylko ze szkoły, zobacz jaka jest pogoda. Weź się lecz. Wcale nie jesteś lepszy. Trzymaj się mała spadam.
Macha mi ręką, a ja się uśmiecham i też machnęłam i poszłam do domu. Miałam ochotę wszystko mu wygarnąć, ale nie chce mi się z nim gadać. Dogonił mnie i zagrodził wejście.
- Zimno mi. Chce wejść i się ogrzać.
- To masz problem. Czemu sie z nim przytulasz co?
- Serio? To mój przyjaciel od niedawna. Bardzo mi pomaga w przeciwieństwie do ciebie. Zajmij się lepiej kobietami w twoim typie jak na przykład Mama Sue.
Odpycham go z całej siły i wchodzę do domu od razu kierując się do mojego pokoju. Zamykam za sobą drzwi i znowu płaczę. Nie chcę, bo wolałabym by nie był dla mnie ważny, a jednak jest i boli mnie to jak się zachowuje.
Biorę piżamę i idę do łazienki. Tam ściągam ubrania i wrzucam je do kosza na pranie, wchodzę pod prysznic i spłukuje z siebie wszystkie emocje. Wychodzę jak nowo narodzona, ubieram szlafrok i myję zęby.


Rano wychodzę bardzo wcześnie by nie spotkać Louis'a co niestety mi się nie udaje.
- Czemu mnie unikasz?
- Bo może nie mam zamiaru gadać z tobą?
- Mieszkamy pod jednym dachem, więc to niemożliwe.
- Nie chcę miec z tobą nic wspólnego. Już niedługo.
Mierze go wzrokiem, biorę butelkę z sokiem i wychodzę z kuchni, w korytarzu szybko ubieram convers i wychodzę na zewnątrz. Niestety pogoda jest gorsza niż wczoraj południem, dlatego mam ochotę zadzwonić po kogoś z autem Po chwili jednak się rozmyślam. Będę miała więcej czasu na rozmyślenia. Jest dopiero 6;30 kto normalny o tej godzinie wybiera się do szkoły?  Zakładam słuchawki do uszu i idę przed siebie, jednak skręcam nie w tą stronę. Idę do parku, tam bynajmniej nikt mnie nie znajdzie. Na dworze jest jeszcze odrobinę ciemno, przez co myślę, że nikt nie zauważy.
Ta myśl kieruje mnie w złą stronę. W parku za swoimi plecami słyszę tylko strzał. Obracam się, ale nikogo nie widzę, biegnę przed siebie ile sił w nogach, ale mój pech chciał, ze wpadam na jakiegoś faceta z kominiarką. W oczach zbierają się łzy, a jednak jest iskierka nadziei.
- Błagam nie rób mi nic..
Rzucam mu swoją torbę, telefon ze słuchawkami i podnoszę ręce do góry. On się schyla,a  wtedy zauważam charakterystyczny znak na szyi. Nie wierzę. To nie może być on.. Opuszczam ręce i patrze mu w oczy.
- Nie wierzę... Harry...
Ściągam szmatę z jego głowy i wybucham płaczem.
Biegnę ile sił w nogach. Do kogo mam iść? Nie mam tu nikogo... Biegnac potykam się o kamień i upadam na aswald, uderzam głową i czuję jak robi mi się ciemno przed oczami...
________________________________________________
Uff tyle przygód od rana haha. No dobra. Kolejny nie wiem kiedy. Zobaczy się ♥

sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 16

Droga mijała w ciszy, ja wciaż byłam przygnębione i przed oczami miałam obraz Louis'a z mamą Sue.
Po kilku chwilach dotarliśmy pod dom chłopaków. W zasadzie chyba tylko ja i Zayn będziemy, bo była kompletna pustka. Weszliśmy do środka. poprosiłam o sok, a sama poszłam do łazienki zadzwonić. Zakluczyłam drzwi i wyjęłam telefon. odbierz Sue prosze odbierz... myślałam po 2 sygnałach, w końcu usłyszałam jej głos.
- Cześć Tam!
- hej.. Co tam?
- Dobrze. Właśnie skończyłam niedawno lekcje i teraz siedzę sobie w pokoju, a tam?
- Gorzej niż źle.
- Co się stało?
- Nie uwierzysz, ale poprzedniej nocy spałam u was bo twoja mama gdzieś szła no i ja zajmowałam sie Colinn'em. Louis zaproponował, że też pójdzie, ani ja ani twoja mama nie miałyśmy nic przeciwko. Wyobraź sobie, ze w nocy jak się przebudziłam to w waszej kuchni Louis i twoja mama... to było okropne.. te odgłosy... ciągle je słysze..
- Moja mama?! Louis?! To nie możliwe!
- Też nie mogłam w to uwierzyć.
- Eh a jak się trzymasz?
- Jakoś. Ale nie mam ochoty z nim rozmawiać.
- No i bardzo dobrze. Zawsze możesz się wprowadzić do..
- Nie do ciebie. Tam jest twoja mama. Nie chcę też widzieć jej bez urazy.
- Rozumiem. Jeszcze tylko do przyszłego roku jakieś kilka miesięcy i masz 18.
- Tak racja. Okey nie przeszkadzam. Trzymaj się.
Zaśmiałam się i rozłączyłam. Poprawiłam przed lustrem makijaż i wyszłam do salonu. Zayn siedział już na kanapie i oglądał telewizję.
Usiadłam obok niego. Wzięłam szklankę do ręki i napiłam się.
- Gdzie chłopaki?
- Może w centrum. Zadzwonię do nich.
- Okaay..
Wyciągnął telefon i wybrał numer.
- Hej Liam. Gdzie jesteście? W centrum? Tak myślałem, a z kim? Oo okey no nic bawcie się dobrze. Nie .nie ja siedzę w domu i.. nie przyprowadzajcie go tutaj dziś. Dowiecie się potem. No tak! cześć.
Rozłączył się i popatrzył na mnie.
- Są w centrum jak mówiłem.
- wrócą?
- z Louisem.
- Hah po co?
- Gadają w zasadzie chyba o tobie. Bo pytał czy wiem co z tobą.
- Ale ma problem.
Zaśmiałam się i podeszłam do ich barku.
- Możemy się czegoś napić?
Spytałam z nadzieją wyciągając wódkę.
- Tak, ale ty nie masz 18.
- Za kilka miesięcy będzie. Spokojnie.
Uśmiechnęłam się, przyniosłam kieliszki i nalałam. Zaczęliśmy pić.
Wypiłam odrobinkę więcej od niego. Byłam tak pijana, że zasnęłam, a on nie chciał mnie budzić, dlatego zaniósł mnie do czyjegoś pokoju dał całusa w czoło i wyszedł.

Obudziłam się następnego dnia o 6 rano przez promienie wpadające przez okno.  Wyszłam z łóżka zebrałam się z bólem głowy i wyszłam z ich domu kierując sie do swojego. Musze się umyć i przebrać.
Wchodząc zauważyłam wychodzącego Louis'a.
- Cześć!
Uśmiechnął się, a ja tylko na niego spojrzałam i poszłam do siebie. Chyba nie zrozumiał o co mi chodzi, ale ja mu wszystkiego mówić nie będę. Niech sie cholera sam domyśli.
Wyciągnęłam z szafy ubrania i poszłam do łazienki. Upewniając się, że zakluczyłam drzwi rozebrałam ubrania i bieliznę po czym weszłam pod prysznic. Załączyłam lekki strumień ciepłej wody i szybko się namydliłam.

Po kilkunastu minutach byłam ubrana i się malowałam. Jak zwykle zrobiłam kreski i pomalowałam rzęsy. To zajęło mi jakieś 10 minut, a fryzura kolejne 5. Z łazienki wyszłam 7;10 dlatego też szybko wyszłam z pokoju do kuchni i tam zrobiłam sobie śniadanie. Popiłam je sokiem i o 7;30 byłam gotowa do wyjścia. W pokoju zebrałam jeszcze tylko potrzebne rzeczy no, a potem wyszłam z pokoju i domu.
Do szkoły szłam wolnym krokiem przez co dotarłam dopiero 7;55. Chwilę postałam z koleżankami na korytarzu, a potem przyszedł nasz nauczyciel plastyki- Zayn, uśmiechnął się do mnie i wpuścił nas wszystkich do sali.
Zajęłam swoją ławkę i wyciągnęłam zeszyty.
______________________________________________
Okey chyba tyle wam wystarczy. Jednego koma brakuje, ale ehh jakoś nie miałam co robić haha ♥
Następny przewiduję w przyszłym tygodniu ;*

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 15

Zaśmiałam się i spojrzałam na Louis'a. Jego zatkało chyba tak samo jak i mnie.
- Nie Colinn nie jesteśmy parą.
Odpowiedziałam z uśmiechem.
- Szkoda...
Odpowiedział i wrócił wzrokiem na ekran. Zszokował mnie. I to bardzo. Po jakiś 15 minutach znudziło mu się, wiec poprosił mnie zebym poszła z nim na plac zabaw. Chętnie się zgodziłam, ubrałam go i w trójkę wyszliśmy z domu, zakluczyłam drzwi, a następnie razem ruszyliśmy w stronę parku. Tam Colinn biegał i się wygłupiał przez co Louis był w swoim żywiole. Kiedy an nich patrzyłam byli tacy szczęśliwi, gonili się, a ja miałam polewke w niebogłosy.
Po 3 godzinach oboje byli zmęczenie, więc wzięłam ich na lody, a potem do domu. Louis poszedł na telewizor, a ja wzięłam małego i poszłam go szybko okąpać. Był zbyt zmęczony na długie kąpiele dlatego też szybko go umyłam, ubrałam w piżamę i położyłam do łóżka.
- Poczytać ci?
- Taaaaak.
Uśmiechnął się, więc ja wyciągnęłam książki i dałam mu do wyboru. dotknął jedną a ja ją otworzyłam i zaczęłam mu czytać. Kiedy mały już usypiał usłyszałam cichy śmiech. Spojrzałam na drzwi i się uśmiechnęłam.
- Louis ciicho.
Powiedziałam szeptem. Dałam słodziakowi buziaka w czoło i wyszłam.
- Przepraszam. Nie umiałem się powstrzymać. Tak słodko wyglądaliście.
Nachylił się i mnie pocałował. Odepchnęłam go i się uśmiechnęłam.
- Gadasz. Po prostu lubię usypiać małe dzieci.
- Widzę właśnie po tobie.
Uśmiechnął się i zaczesał mój kosmyk włosów za ucho.
Pociągnęłam go za rękę na dół żeby nie gadac głośno przy jego pokoju. Usiadłam na kanapie i wpatrzyłam się w telewizor. Dopiero się ocknęłam jak Louis dał mi całusa w szyję, uśmiechnęłam się i dźwignęłam jego głowę.
- Rano wcześnie wstajesz żeby mnie do domu zawieźć bo muszę się okąpać i przebrać do szkoły.
- Jak mus to mus.
uśmiechnął się i wpił się w moje usta. Odwzajemniłam pocałunek, a on mnie przewrócił na plecy. Uśmiechnęłam się i przygryzłam jego wargę.
- idź zboczeńcu. Musze się wyspać.
Odepchnęłam go i położyłam się na jego kolanach. Parzyłam na telewizor, a on bawił się moimi włosami.
Zasnęłam zanim wróciła mama Colinn'a i mojej przyjaciółki, ale Louis chyba nie spał. Przebudziłam sie przed 4. leżałam sama na kanapie, a z kuchni wydobywały się... jęki.
Nie chciałam myśleć o najgorszym, ale chyba własnie to zrobiłam. Louis chyba nie... Wyszłam po cichu spod koca i po cichu podeszłam do drzwi kuchni. Zobaczyłam nagą mamą Sue i Tomlinson'a. Zrobiłam wielkie oczy i buzię. Szybko wróciłam na kanapę i udawałam, ze śpię. Chociaż nie mogłam, bo przed oczami miałam cały czas ten obraz. W końcu nadeszło rano. Louis w nocy wszedł na kanapę jak gdyby nigdy nic i zasnął, a ja nie mogłam przez całą noc. Rano wyszłam szybko z łóżka, ubrałam buty i wybiegłam z domu przyjaciółki. Nie chciałam na niego czekać. Pobiegłam szybko do domu, wzięłam szybki prysznic i się przebrałam. Kiedy wychodziłam do szkoły brunet wszedł do domu.
- Czemu mnie nie obudziłaś?
- Sory spieszę się.
Powiedziałam, po czym ubrałam vansy i wybiegłam z domu. Szybko dotarłam do szkoły. na lekcjach totalnie nie umiałam się skupić i dopiero Zayn na plastyce to zauważył. Po lekcji poprosił mnie żebym chwile została.
- Co jest młoda?
- Nic. Masz gównianego przyjaciela. Mnie całuje podrywa i wgl a w nocy pieprzy się z pierwszą lepszą kobietą. Mam go kurna dość.
- Że Louis?
- tak. Wczoraj pilnowałam brata mojej przyjaciółki. Ich mama wróciła w nocy wiec ja spałam, przebudziłam sie i z kuchni usłyszałam jeki. podchodze a tam? Louis i matka Sue sie pieprzą.
Powiedziałam płacząc a jednocześnie śmiejąc się z tego.
- Nie mogę uwierzyć, ze się w nim zakochałam.
- Nie płacz.
Przytulił mnie bardzo mocno, przez co odwzajemniłam uścisk. W końcu rozbrzmiał dzwonek na rozpoczęcie lekcji. Oderwałam się od Zayn'a i poszłam do kolejnej klasy.
Lekcje ciągnęły się niemiłosiernie.
W końcu się skończyły, a ja wyszłam ze szkoły. Mulat zaproponował, ze mnie odwiezie.
- Odwieź byle nie do domu. Chce tam wrócić tylko pod wieczór.
- Jedziemy do mnie i chłopaków?
Zaproponował, a ja skinęłam głową.
__________________________________________
Oki next po 4 komach  ♥

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 14

Położyłam się na łóżko i wyciągnęłam przybory do rysowania. Postanowiłam jednak, że wyjdę do parku i tam coś narysuję. Powsadzałam potrzebne rzeczy do torby i wyszłam z pokoju. Napotkałam Louis'a.
- Gdzie się wybierasz?
- Do parku.
odpowiedziałam ubierając trampki.
- Idę coś naszkicować. Zaniedbałam to trochę. Potem wrócę napakuję się na jutro i tyle.
Uśmiechnęłam się i wstałam.
- Ty się wybierasz?
Spytałam patrząc na niego.
- Nie. Jak będziesz szkicować. Nie będę przeszkadzał.
- Ale wielkie przeszkadzanie. Idziesz czy nie?
Zaśmiał się i skinął głową.
Poczekałam na niego kilka minut i razem wyszliśmy z domu. Do parku szliśmy około 10 minut, wybrałam ławkę, z której był najlepszy widok, usiadłam i wyciągnęłam rzeczy. Sprawdzałam jak wszystko umieścić by się zmieściło i w końcu zaczęłam szkicować. Czułam na sobie wzrok Lou.
- Od ilu lat rysujesz?
Zapytał patrząc na rozpoczęty rysunek.
- Zaczęłam jak miałam 10 lat. Więc będzie z 7.
Odpowiedziałam nie odrywając wzroku od rysunku. On się uśmiechnął i dalej mi przyglądał. Po 45 minutach mój szkic był gotowy.
- Wow czadowy. Ale mój portret był lepszy.
Zaśmiał się, a ja razem z nim.
- No nie wiem nie wiem.
Uśmiechnęłam się i schowałam rzeczy do torby.
- O której kończysz jutro szkołę?
- Chyba o 15 albo 16. Zobaczę jeszcze na planie a czemu?
- Przyjadę po ciebie.
- Nie trzeba na prawdę. Tylko stracisz paliwo i czas a ja mogę się przejść.
- Gadasz. I tak nie mam co robić.
- To sie wybierz do centrum. Lubisz zakupy tak?
- Tak bardzo, ale z kimś bo samemu jakoś tak nudno.
- Okey. Pójdziemy może w ten weekend?
- Spoko.
Uśmiechnął się, ja odwzajemniłam uśmiech i oparłam się o ławkę. Przyglądałam się dzieciom, które bawiły się w piaskownicy i na placu zabaw. Przypomniało mi się jak ja byłam taka mała, a potem ze wspomnień wyrwał mnie telefon. Mama Sue?
- Halo? Tak tak to ja. No oczywiście. Dziś mogę się gdzieś przejść z Colinn'em ale jutro już idę do szkoły. Aha no to dobrze. Będę za 10-15 minut. Do zobaczenia.
Rozłączyłam się i schowałam telefon.
- mama Sue prosiła mnie abym zajęła się Colinn'em. Mógłbyś mnie do nich zawieźć?
- A czemu Sue nie może?
- Ona mieszka teraz w akademiku. 30 km od domu więc nie będzie specjalnie przyjeżdżać.
- Okey. Chodź zawiozę cię.
Uśmiechnął się i wstał, a ja zaraz za nim. Ruszyliśmy do domu, odłożyłam rzeczy i pobrałam słuchawki, książki i inne żeby mieć co robić jakby młody zasnął. Wyszłam z domu i wsiadłam do auta bruneta, który już tam na mnie czekał. Wiedział gdzie jest dom przyjaciółki więc ruszyliśmy tam. Zapięłam pasy i cicho siedziałam. Dojechaliśmy po kilku minutach
- Dziękuję. Idziesz ze mną?
- Jeżeli mogę.
uśmiechnął się i zgasił auto. Wyszliśmy i zadzwoniliśmy na dzwonek przy bramie. Kiedy mama Sue mnie zobaczyła od razu otworzyła furtkę, a Colinn wybiegł na dwór, mocno go przytuliłam i weszłam do środka.
- Dzień dobry. O której pani dziś wróci?
- Skarbie późno w nocy. Zapłacę ci ile będziesz chciała.
- Nie ma problemu ale wzięłam sobie towarzysza.
- Dobrze nie będziecie się nudzić jak Colinn zaśnie. Wszystko jest w kuchni i u niego w pokoju przygotowane. Gdybyś czegoś potrzebowała to zadzwoń do Sue ona też się tu zna.
- Spokojnie bywałam tu bardzo często niech pani idzie bo się pani spóźni.
- Dobrze. Do zobaczenia Tamaro i...
- louis.
- I Louis.
Wyszła a ja zamknęłam drzwi na zamek.
- To co? Oglądamy bajki czy czytamy?
- Oglądamy!!!
Krzyknął chłopczyk a ja sie zaśmiałam i włączyłam mu telewizor.
Młody oglądał a ja poszłam zrobić kolację. Louis poszedł za mną i się do mnie przytulił.
- Tu bynajmniej nie musimy się ukrywać.
Powiedział obracając mnie w swoją stronę.
- Oj gadasz. Jak mały zobaczy to też będzie nieźle.
Uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił uśmiech, ale zaraz po tym mnie pocałował. Oczywiście odwzajemniłam pocałunek, ale po chwili się oderwałam i powiedziałam.
- Miałeś mi pomóc a nie mi przerywać.
Zaśmiałam się i wróciłam do robienia kolacji. Kiedy weszłam do salonu i usiadłam obok Colinna, Louis zrobił to samo i mnie przytulił a młody się odwrócił w naszą stronę i zapytał.
- Jesteście parą?
______________________________________________________
Nu. Kolejny po 2 komach ^^

środa, 6 sierpnia 2014

Przepraszam..

Okey. Kochani ja się z wami żegnam. Już jutro wyjazd na rekolekcje! rozdział dodam jak odwiesze bloga, a tymczasowo do 23 sierpnia blog jest automatycznie zawieszony.
Przepraszam was bardzo, ale po prostu nie mam kiedy ich wszystkich prowadzić. Do tego czasu możecie nabijac wyświetleń, komentować, czytać, przeglądac i dawać swoje propozycje. Wracam niedługo pa :*

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 13

Dotarłam do domu, Louis już tam był.
- Dzień dobry wszystkim!
Krzyknęłam. pani Alicia robiła obiad, bo pięknie pachniało od samego wejścia, a ojciec Louis'a sama nie wiem gdzie był. Ale pewnie w ogrodzie.
- Witaj Tamaro! Głodna?
- I to jak.
Powiedziałam wchodząc do kuchni.
- Ale pięknie pachnie.  Co to?
- muschroom soup a do tego croutons
- Mmm uwielbiam zupę grzybową, ale z grzankami jej jeszcze nigdy nie jadłam. 
 - Będziesz mieć okazję. Mogłabyś nakryć do stołu?
- Tak oczywiście. 
Wyciągnęłam potrzebne naczynia i poustawiałam w jadalni na stole. Wyszedł Louis, więc przechodząc obok niego powiedziałam.
- Widziałam dzisiaj Zayn'a.
Ale na niego nie patrzyłam, bo pomagałam przelać zupę do odpowiedniego naczynia.
- O a gdzie?
- nie uwierzysz pod moją szkołą.
- Co ten debil tam robił? Czekał na ciebie?
- Nie. Coś ty. Okazuję się, że od niedawna tam uczy. 
- Serio?
- Tak. Jest moim nauczycielem od plastyki. Wszystkie dziewczyny z klasy na niego lecą.
- Wszystkie?
- No dosłownie. Chwaliły mi się jaki to on przystojny nie jest. Ale zatkało je jak powiedziałam, że go znam.
- Na prawdę podoba się wszystkim dziewczyną?
- No przecież ci mówię. Nawet te ze starszych klas są zazdrosne. Bo nie mają już plastyki. 
- Spoko.
Powiedział i poszedł do swojego pokoju. Zdziwiłam się, ale potem się zaśmiałam w myślach. Powiedziałam, że dosłownie wszystkie dziewczyny z mojej klasy, no a przecież ja też do niej należę. Zapomniałam powiedzieć, ze ja nie, ale to chyba logiczne. 
Poustawiałyśmy wszystko na stole. pani Alicia poszła po męża, a moim zadaniem było przyprowadzenie Louis'a. Zapukałam do jego pokoju.
- Proszę.
- Idziesz na obiad?
- Tak zaraz przyjdę.
Weszłam do jego pokoju i zamknęłam drzwi opierając się o nie plecami. 
- Louis jesteś o coś zły?
- Nie. 
- No przecież widzę. Powiedziałam, ze dosłownie wszystkie, ale myślałam, że będziesz wiedział, że nie o mnie chodzi. Ja go tylko lubię. Jest przecież twoim przyjacielem.
- No i co z tego że jest? Powiedziałaś, że dosłownie wszystkie.
- Jeju no. Nie gadaj, że jesteś zazdrosny... Przecież ja z nim dwa razy w życiu gadałam. Nigdy nie kochałeś się w swojej nauczycielce? Ja w nauczycielach tak, ale potem mi przeszło. A Zayn? On mi się nie podoba i na niego nie lecę. 
- To po co się  chwaliłaś dziewczynom, że go znasz?
- Bo jedna zapomniała jego nazwiska jak mi mówiła no i spytałam czy Malik, odpowiedziała że tak i skąd wiem to jej powiedziałam. A to coś strasznego, że znam mojego nauczyciela osobiście?
- Nie. 
- No to idziesz na ten obiad bo ostygnie?
Zapytałam otwierając drzwi. Wstał i ruszył za mną. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść.Po zjedzeniu ja pomogłam posprzątać. Pomyłam naczynia i je pochowałam. potem poszłam do siebie.
_________________________________________________________
 Okey. Teraz wyzwanie. Kolejny rozdział po 650 wejściach. Przepraszam, ale chyba dacie radę. Powodzenia :*

Rozdział 12

Uśmiechnęłam się i pocałowałam go namiętnie.
- Nie gniewasz się na mnie za to?
- Nie.
Pocałowałam go w policzek i lekko go odepchnęłam ze zwycięskim uśmiechem. ruszyłam do drzwi garderoby. Otworzyłam je i wyszłam. Louis chciał mnie złapać, ale mu uciekłam, dlatego też zaczęliśmy się gonić. Sue wyszła z sypialni i powiedziała zaspana.
- Jak dzieci...
Przeszła przez nas biegających i poszła do kuchni. Louis się zapatrzył żeby jej nie przewrócić dlatego też wskoczyłam na niego od tyłu i dałam mu buziaka w policzek.
- Nie złapałeś mnie.
Szepnęłam mu do ucha i zeszłam. Razem poszliśmy do kuchni za moją przyjaciółką.
- A gdzie Harry?
- Ubiera... się.
Chyba się wygadała.
- uuu to co się działo, że on się musi ubierać.
Powiedziałam ze śmiechem, a Sue zmierzyła mnie wzrokiem.
- Dobra dobra już jestem cicho. Co robimy na śniadanie?
- Ty mi pomożesz, a Louis może iść do salonu popatrzeć na telewizor.
Powiedziała przyjaciółka, a chłopak dodał.
- Rozumiem chcecie się mnie pozbyć. Już idę.
Puścił mi oczko i wyszedł.
- Dobra a teraz ci powiem, ze tak.. Harry w łóżku jest świetny.
- Haha on ma o tobie pewnie takie samo zdanie.
- Tu nie chodziło o zabawę.. Chyba się..
- Zakochałaś. Wiem ja w Lou też.. A on mnie powiedział to samo.
- No co ty? I teraz jesteście parą?
- nie... Na razie nie. A ty z Styles'em?
- Nie zapytał, ale czuję, że zrobi to przy najbliższej okazji.
- Będziemy obie szczęśliwe.
Przytuliłam ją i zaczęłam robić kanapki. Po 15 minutach śniadanie stało na stole. Louis siedział, a Harry oglądał jeszcze końcówkę programu. Ja po zjedzeniu poszłam ubrać buty, pożegnałam się z przyjaciółką.
- Sorki, ale musze iść do centrum i te książki... Jutro pierwszy dzień w szkole.. Pa.
Dałam jej buziaka w policzek, chłopakom machnęłam ręką i wybiegłam z domu Sue. Po kilku minutach szybszego marszu dotarłam do domu. Przebrałam się w moje ciuchy, a te od przyjaciółki wrzuciłam do prania. Zabrałam portfel, słuchawki, dokumenty i telefon do torby, a następnie wyszłam z domu. Musiałam w centrum pozałatwiać sprawy, a potem iść do szkoły jak dyrektorka kazała. Więc po 3 godzinach załatwiania mogłam ruszyć do szkoły.
Kiedy dotarłam akurat zaczęła się przerwa, więc wszyscy moi znajomi z klasy mnie witali. Przeprosiłam ich i poszłam do gabinetu dyrektorki.
- Dzień Dobry pani Ness.
- Witaj Tamaro. Jak się czujesz?
Spytała wskazując ręką siedzenie i zamykajac drzwi.
- Dziękuję jest już lepiej.
- Mam nadzieję, że już się zaklimatyzowałaś w otoczeniu i teraz wrócisz do nas taka jak kiedyś pełna energii.
- Też mam taką nadzieję. Co do rodziny zastępczej jest na prawdę bardzo sympatycznie. Rodzice traktują mnie jak swoją córkę, a ich syn potrafi mnie rozbawić.
- Dobrze. Podczas twojej nieobecności troszeczkę się zmieniło. Tutaj masz nowy plan.
Powiedziała podając zapisaną kartkę.
- No i macie nowego nauczyciela od Plastyki. Poznasz go jutro, a teraz jestes już wolna.
- Dziękuję. W końcu tu wrócę.
Uśmiechnęłam się do dyrektorki, podałam jej rękę i wyszłam z gabinetu. Chwilę pogadałam ze znajomymi.
- A jak ten nowy nauczyciel?
- Jakiś Zayn.. M...
Powiedziała moja koleżanka, a ja się w myślach zaśmiałam i spytałam.
- Malik?
- O dokładnie. Skąd wiesz?
- Znam go.. Dobrze uczy?
- Tak. A do tego jest nieziemsko przystojny i do tego nie dużo starszy od nas.
- Wiem. Znam go osobiście. I do tego jest bardzo sympatyczny.
- No nie na zajęciach.
- Jest aż tak źle?
- Nie. Po prostu wszystko musi być perfekcyjne, ale co to dla nas jak uczymy się tutaj już 3 rok.
- Dokładnie. Dobra ja spadam. Do jutra. Mamy na 8 ta?
- tak niestety. trzymaj się.
- pa.
Pomachałam im wszystkim rękę i wyszłam ze szkoły chowając plan do torby. Zobaczyłam podjeżdżające auto Zayn'a. Podeszłam do niego.
- Cześć Zayn. Słyszałam, ze od niedawna tutaj uczysz.
- No cześć.
Dał mi buziaka w policzek.
- No, a skąd wiesz?
- Chodziłam do tej szkoły i od jutra znowu wracam.
- No co ty? Serio?
- Tak. Wszystkie moje koleżanki na ciebie lecą.
- Uu dzięki za info. Ale mam swoją jedyną.
- Wiem wiem. Powodzenia w szkole. Jutro też mnie będziesz uczyć. Spadam pa.
Przytuliłam go i poszłam dalej. Ale dziwny zbieg okoliczności...
_____________________________________
No i jak? Może jakieś komentarze? ^^ mam nadzieję że się podoba. Next po 530.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 11

Zaśmiał się i odebrał telefon.
- Halo? Cześć Harry. My z Tamarą jedziemy do Sue. Masz tam być jak dojdziemy... No dobra spoko. To widzimy się za jakieś 15 minut. Narka.
Rozłączył się i schował telefon.
- i co? Jedzie już?
- Tak. Będzie za chwile u Sue.
- to dobrze.
Uśmiechnęłam się i ruszyłam dalej. Razem szybszym krokiem dotarliśmy do domu Sue po kilku minutach. Harry też zdążył tam przyjechać. Razem wsiedliśmy do mojego samochodu, którego używa Sue i pojechaliśmy pod budynek basenu. Tam każdy dostał kluczyk, pochował swoje rzeczy i poszliśmy wszyscy razem się opłukać. Potem wskoczyliśmy do wody. Każdy pływał i świetnie się bawiliśmy. Po 2 godzinach wysuszyliśmy się i weszliśmy do kawiarni na górze. Kupiliśmy jedzenie i każdy jadł swoje danie. Na prawdę było wesoło.Po 19 wracaliśmy do domu Sue. Tam się jeszcze napiliśmy i zeszło do 23. A potem w czwórkę stwierdziliśmy że nie warto wracać do domu i poszliśmy się położyć. Sue i Harry poszli do jej sypialni, a ja do pokoju gościnnego. Louis poszedł za mną i położył się obok na kanapie. Długo nie umiałam zasnąć, nie przez to, że chrapał, ale przez to, że nie wiedziałam co czuję. Na prawdę jest super chłopakiem. na początku wydawał się okropny, ale jak go lepiej poznałam... jest super, ale 7 lat to jednak trochę różnica. Jednak sama przed sobą musiałam się przyznać, że jednak jestem zakochana... Co jednak czuję Lou? Jest to coś głębszego? Jednak ze zmęczenia zasnęłam.
Rano obudziłam się po 10. Louis już nie spał, przyglądał mi się. Dźwignęłam głowę i spojrzałam na niego zaspanymi oczyma.
- Czemu tak patrzysz?
- A nie mogę?
- Możesz.
Położyłam się z powrotem. Objął mnie ręką, a ja obróciłam głowę w jego stronę, to był błąd, ponieważ był tak blisko, że nasze usta się zetknęły, a on pogłębił pocałunek . uśmiechnęłam się i chcąc nie chcąc go odwzajemniłam. Niestety to moja wada, że nie potrafię mu się oprzeć.Po chwili się oderwałam. Wyszłam z łóżka i bez słowa poszłam do łazienki na dole. Poprawiłam swoją fryzurę. Potem wyszłam, a Louis czekał przed łazienką, popatrzyłam na niego i chciałam go ominąć, ale on złapał mnie za rękę.
- Co się stało? Zrobiłem coś nie tak?
- Nie. Wszystko jest okey. Po prostu... nieważne. Pójdę do sypialni Sue może znajdę jakieś ubrania.
- Nie rozumiem cię wiesz.. Co ja zrobiłem, że tak się odzywasz?
- No nic Louis. Pójdę się przebrać.
- Nie możesz mi tego wytłumaczyć?
- Bo ja sama nie wiem o co chodzi wiesz? Lubię cię, ale...
- Lubisz. lubisz...
- no właśnie o to chodzi, że nie wiem... Bo ja myślałam...
- Nie musisz się tłumaczyć. Możesz iść się przebrać...
Spojrzałam na niego smutna.
- Louis nie chciałam cię urazić... Chodziło o to, że chyba się w tobie...
Patrzyłam na niego, a on na mnie.
- zakochałam się w tobie...
Uśmiechnął się słodko, a ja patrzyłam na niego zdziwiona.
- Przepraszam..
Pobiegłam na górę i zapukałam do sypialni Sue. Usłyszałam chichoty, a potem głos przyjaciółki.
- Przepraszam. Sue masz jakieś ciuchy? Przebrałabym się.
- Jasne. Garderoba jest w tych drzwiach po lewo.
- Okey dziękuję. śpijcie dalej pa.
Zamknęłam drzwi i poszłam do jej garderoby. Zawsze lubiłam tam wchodzić. Ona ma tyle ciuchów. Wybrałam t-shirt i szorty. Wciągnęłam je na siebie. Wyszłam z garderoby, ale pod drzwiami stał znowu Louis. cofnęłam się do tyłu czyli z powrotem do garderoby on zamknął za nami drzwi i zgasił tam światło. Pocałował mnie,a  po oderwaniu powiedział ochrypłym, seksownym głosem.
- Przeprosiłaś, a wiesz za co?
- Za to jak cie traktowałam?
Spytałam oddając każdy jego pocałunek.
- Zakochałem się w tobie. Do szaleństwa.
Powiedział przypierając mnie do ściany.
____________________________________________________________
następny po 530 wejściach <3

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 10

Wyszłam z łazienki po 40 minutach, włosy związałam w nieogarnięty kok i ubrałam się w piżamę. Do łóżka weszłam od razu, ale z telefonem. Napisałam do Sue i podziękowałam za dzisiejszy dzień i odłożyłam telefon. Kiedy zasypiałam ktoś zapukał do moich drzwi. Dźwignęłam głowę i zezwoliłam na wejście. Zobaczyłam twarz Louis'a.
- Śpisz?
Zapytał szeptem.
- Jeszcze nie. Stało się coś?
Zapytałam obracając się w jego stronę.
- Nie.
Zamknął za sobą drzwi i ruszył w stronę mojego łóżka.
- Ale nie umiałem zasnąć.
Powiedział kładąc się obok mnie.
- ehh okey. Dobranoc.
Położyłam się na jednym boku, plecami do niego, a potem poczułam, że mnie przytula i do siebie przyciąga. Uśmiechnęłam się sama do siebie i ułożyłam wygodnie. Zasnęłam po kilku chwilach.
Rano obudziłam się wtulona w niego o dziwo twarzą. Patrzyłam na niego chwilę, a potem go pocałowałam. Odwzajemnił mój pocałunek co znaczyło, że już się obudził. Oderwałam się i na niego spojrzałam. Miał zamknięte oczy.
- Dzień dobry. Jak się spało?
Spytałam dając mu buziaka w policzek i wychodząc spod kołdry.
Zaczął się rozciągać i ziewać, a ja się zaśmiałam.
- Bardzo dobrze.
- No ja mam nadzieję. Idziesz dzisiaj na basen? Wybieram się z Sue i Harry'm.
- Harry'm?
- Tak. Wczoraj poszedł ją odprowadzić, więc... kto wie co tam się działo.
Zaśmiałam się.
- To jak? idziesz?
- Jasne mogę iść.
Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam z szuflady strój kąpielowy i poszłam do łazienki go ubrać. Wyszłam, a Louis patrzył na mnie z otwartą buzią.
- I jak? Może być?
Uśmiechnęłam się wyciągając z szafy ubrania .
- No pewnie. Wyglądasz... ślicznie.
- Dziękuję.
Wciągnęłam na siebie ubrania i wyszłam do kuchni zostawiając zdezorientowanego chłopaka w pokoju.
Weszłam do kuchni i nalałam sobie soku i zrobiłam kanapek. Potem zobaczyłam, że wchodził do kuchni 7 lat starszy chłopak.
- przebrałeś się już? Ja za chwilę wychodzę.
- Dwa razy nie musisz powtarzać. Zaraz pójdę.
- Yhm.. O ile zdążysz.
- zdążę zdążę.
- Okey.
Zjadłam kanapki i wstałam od stołu. Chłopak nadal jadł, więc ruszyłam do drzwi wyjściowych. Szybko wepchnął ostatnie kawałki i pobiegł się przebrać. Ubrałam buty, a on był przy drzwiach. Też szybko założył buty i razem wyszliśmy. Wyciągnęłam telefon ze spodenek i zadzwoniłam do Sue.
- Wyszliśmy z domu. Będziemy u ciebie za jakieś 20 minut.
- Okey. Ja się przygotowuję, a Styles ma tutaj być za jakieś 10 minut.
- Dobra. To do zobaczenia.
Rozłączyłam się i schowałam telefon. Louis złapał mnie za rękę i na mnie patrzył. Chciałam zapytać czemu się tak przygląda, ale w tej chwili zadzwonił jego telefon. 
_______________________
next po 450 <3
Hej kochani. Przepraszam, ze nie pisałam... Byłam na wakacjach ale teraz biorę się za pisanie. Już za chwilę next <3

niedziela, 27 lipca 2014

no hej.

Kochani! Odzyskałam laptopa! Wszystkie blogi ruszają! 400 wejść i kolejny rozdział. Zapraszam do komentowania, czytania i polecania innym.

czwartek, 24 lipca 2014

Rozdzial 9

Zalaczylam jeszcze na chwile komputer. Wlosy w koncu wyschnely, wylaczylam komputer i zmeczona od razu polozylam se do lozka. Juz   zasypialam kiedy dostalam smsa, oczytalam go i okazalo sie ze to od operatora. zablokowalam telefon i zasnelam.
Nastepnego dnia wyszlam w pizamie do kuchni. zrobilam sobie sniadanie, byla 9 rano. Rodzice Louis'a byli juz w pracy, a sam brunet.. hm sama nie wiem. Skonczylam jesc i zaczelam zmywac naczynia.Uslyszalam, ze ktos wychodzi z pokoju. pochowalam naczynia i sie odwrocilam.
- Czesc Tamara. Jak sie spalo?
Spojrzalam na niego i sie usmiechnelam.
- A hej. Bardzo dobrze i wygodnie. A tobie? 
- tez. Tylko.. troche pusto.
Zasmialam sie.
- Lepiej z dziewczynami co?
- dokladnie. jest wygodniej.
- yhm. ja tam nie wiem, chyba jak na razie nie chce wiedziec.
Usmiechnelam sie i poszlam do pokoju. wyciagnelam z szafy ubrania. ( http:// 
1.bp.blogspot.com/-l488bRG_Z9Y/Ut6tiPV4NzI/AAAAAAAAAWM/r4JO_Gays08/s1600/48d75f027584e50d520c9969b36b4930.jpg )
i poszlam sie pomalowac i uczesac. potem wyszlam na dwor sie przejsc. Louis poszedl za mna.
- moge sie z toba przejsc?
- pewnie. chodz.
usmiechnelam sie i ruszylam przed siebie.  Znowu byla piekna pogoda. Lou podszedl blizej mnie i zlapal moja reke. Spojrzalam na niego i sie usmiechnelam,. scisnelam bardziej jego reke. O 11;43 ruszylismy do domu. Weszlismy do budynku, chcialam isc do pokoju, ale brunet nie chcial puscic mojej reki. Spojrzalam na reke.
- puscisz? chce isc sie przebrac.
- czekaj.
Podszedl blizej mnie i namietnie mnie pocalowal, odwzajemnilam pocalunek i sie usmiechnelam.
- ide sie ubrac Lou.
Puscilam jego reke i poszlam do pokoju. Zaczelam szukac ubran, w koncu znalazlam cos odpowiedniego na dzisiejszy dzien. wyciagnelam ubrania ( http://speedwayinmylife.blog.pl/files/2013/08/zestaw-na-lato-1346872124-s183771.jpg ), ubralam sie, a potem poszlam do lazienki. Najpierw zrobilam loki, zajelo mi to 15 minut. Potem sie pomalowawalaam. tusz do rzes, eyleiner i lekki cien do powiek. Potem jeszcze polakierowalam wlosy by dluzej sie utrzymaly i dostalam smsa od przyjaciolk, ze za chwile u mnie bedzie. usmiechnelam sie do siebie i kiedy uslyszalam dziek dzwonka poszlam szybko otworzyc.
- wow. ale sie odstrzelilas.
przyjaciolk byla zdziwiona.
- no dzieki. ty tez. chodz jeszcze do mnie.
usmiechnelam sie i razem poszlysmy do przyjaciolki. bylo jeszcze niecale 15 minuy, wiec przyjaciolka probowala co powiedziec do przyjaciol Louis'a.
- najlepiej jak bedziesz soba i tyle. na pewno od razu cie polubia.
usmiechnelam sie promiennie do przyjaciolki, chwile jeszcze pogadalysmy, a potem Louis zapukal do mojego pokoju.
- Wejdz juz idziemy!
krzyknelam, poprawilam jeszcze loki i razem z przyjaciolka ruszylysmy do oniemialego chlopaka.
- ladnie wygladacie.
- dzieki.
powiedzialysmy rownoczesnie. kiedy wyszlismy z domu przyjaciele Tomlinsona napisali do niego ze niedlugo beda w centrum, wiec i my tam ruszylismy. Dojechalismy po kilku minutach. Oni czekali na nas w ktorejs restauracji. Louis nas tam zaprowadzil. Wszyscy czterech byli mega przystojni, poznalysmy sie z nimi i na poczatku zamowilysmy cos do jedzenia. Czekajac od razu rozwinely sie rozne tematy. Sue byla w niebowzieta. Najbardziej to spodobal jej sie chyba ten Harry, wydawal sie najmlodszy. Po zjedzeniu poszlismy do kilku sklepow. razem swietnie sie bawilismy, wszysy szli razem oprocz mnie i Louuis'a. My podarzalismy za nimi trzymajac sie za rece i caly czas sie do siebie usmiechalismy. Ale kiedy ktos sie odwrocil, szybko sie puscilismy, ale pozniej wracalismy do poprzedniej czynnosci. bylko na prawde slodko, nie chcialam zeby ten dzien sie konczyl, ale jak wszystko mial swoje zakonczenie, skonczylismy wszyscy kolacja z winem w restauracji, Harry z Sue poszli razem do jej domu, pewnie pojdzie ja odprowadzic, ja i Louis do siebie, apozostali do swoich domow. kiedy wiedzielismy ze nikt nas nie widzi Louis ponownie tego dnia mnie pocalowal, a ja bylam w niebowzieta. Weszlismy razem do domu, pod pokojem sie pozegnalismy i kazdy wszedl za swoje drzwi. Od razu poszlam sie kapac.
__________________________________
no to na tyle. kolejny po 400 wejsciach. paa ;*

Rozdzial 8

Kiedy przyjaciolka z bratem poszla do siebie, Louis przyszedl do mnie.
_ Dziewczyny macie czas jutro po 13?
_ Ja z pewnoscia tak, ale Sue to nie wiem, bo moze miec zajecia. Siadaj napisze do niej.
Brunet usiadl na wykladzinie pod lozkiem i czekal, a ja wyslalam przyjaciolce smsa: ,,Blagam cie powiedz ze masz jutro czas po 13. Lou zorganizowal to spotkanie. Odpisz szybko
Usiadlam na lozku i Louis tez obok mnie. Po kilku chwilach dostalam odpowiedz. Szybko odczytalam:
'' Moi rodzice mieli przyjechac, ale w takim ukladzie zaraz do nich zadzwonie i przywioze Colina do nich wczesniej. Juz nie moge sie doczekac *_*''
Usmiechnelam sie do telefonu.
- Sue ma czas.
- O to super.
- Ale bedzie bez brata. Tak chyba lepiej nie?
- No w sumie. Nie wiem jak woli. Ja tam lubie dzieci.

- Serio?
Spojrzalam na niego zdziwiona.
- No tak. A ty nie?
- Ja uwielbiam dzieci. Jestem zdziwiona, ze ty je lubisz.
- A co w tym dziwnego?
- No w sumie nic.
- No i wlasnie. A ty mialas rodzenstwo?
Spojrzalam na niego i pokiwalam przeczaco glowa.
- Zawsze zajmowalam sie bratem przyjaciolki wiec nie brakowalo mi tego. choc teraz...
- E niedlugo to ty bedziesz miec swoja rodzine i swoje dzieci.
- Tak pewnie.
Zasmialam sie i popatrzylam na Louis'a. Polozyl sie na poduszce a ja nie wiem czemu, ale polozylam sie na jego klatce piersiowej, czulam, ze byl zdziwiony, ale pozniej objal mnie reka. Dzwine, ale wtedy poczulam sie bezpieczna. Objelam go tez jedna reka i wsluchiwalam sie jak bije mu serce.
- masz chlopaka?
Dzwignelam glowe i na niego spojrzalam.
- nie. Pytasz z ciekawosci?
- mniej wiecej. Pytam bo to dla mnie wazne.
- okey. a ty masz dziewczyne?
- bylo kilka niewypalow i teraz wole poczekac. z jedna bylem nawet zareczony.
- Eh wspolczuje.
- nie musisz, po prostu przestalismy sie dogadywac i zerwalismy, to byla wspolna decyzja.
- Kochasz ja jeszcze?
- Kochalem jeszcze jakis czas, ale zajalem sie soba.
- to dobrze.
Usmiechnelam sie dalej na nim lezac. Rozmawialismy jeszcze chwile, a potem chcial wstac, usiadlam i go puscilam.
- wygodny jestes.
Zasmialam sie i przeczesalam  wlosy palcami.
-Dzieki. Mile slowa od ciebie.
Usmiechnelam sie slodko i na niego patrzylam. Przyblizyl sie do mnie i chcial mnie pocalowac, tez tego chcialam, ale jego mama zapukala do mojego pokoju. Ale w koncu wiem czy cos do mnie czuje.
- O przeraszam, chodzcie na kolacje kochani. troche pozno ale nie chcielismy wam przeszkadzac z kolezanka.
wyszla z mojego pokoju, a ja spojrzalam na bruneta i sie usmiechnelam. Sama sie przyblizylam i go pocalowalam. Odwzajemnil moj pocalunek, potem razem poszlismy do jadalni. Zaczelismy jesc, ale co chwile usmiechalismy sie do siebie. Sama wrocilam do mojego pokoju i napisalam do Sue: ,,Pocalowalismy sie! *_* jeju rozumiesz?!''
Poszlam do lazienki biorac ze soba telefon. napuscilam wody, przyjaciolka zamiast odpisac do mnie zadzwonila.
- no nie wierze! Dziewczyno mowilam ci!
- no tak, ale ja nie wiedzialam czy on cos czuje.
powiedzialam wchodzac do wanny.
- to teraz juz wiesz.
- no niby tak.
- niby?! Dziewczyno daje sobie reke uciac ze on jest w tobie zakochany!
- nie przesadzaj. Jezeli juz to jedynie mu sie podobam.
- taak jasne. haha musze konczyc bo Colin chce spac. Do jutra kochana.
- Spijcie dobrze.
usmiechnelm sie i rozlaczylam. bylo po 23, wzielam szybka kapiel i ubralam pizame. Musialam umyc dzisiaj wlosy dlatego to zrobilam i od razu je rozczesalam. nalozylam odzywke i poszlam do pokoju.
______________________________________________
koniecz heuheu ;*

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 7

Obudziłam się o 7;02. Zeszłam na ziemię i wyciągnęłam z szafy ubrania . Ubrałam spodenki, leżały idealnie. Potem ubrałam bluzkę, odsłaniała mój brzuch, nie był idealnie płaski, ale w miarę okey. Ubrałam buty, bo były całkiem nowe i potem zeszłam na dół, zjadłam szybko śniadanie i wyszłam na dwór. Wiosenny wiatr rozwiał moje niesplecione włosy. Ruszyłam przed siebie przeczesując je palcami. Dotarłam do parku, dzieci się bawiły, psy biegały, dorośli siedzieli na ławce, inni zabiegani lub zagadani przez telefon. Podwórko tętniło życiem, a mnie wszystko się wspomniało. Rodzice, moje dzieciństwo.. Praca, wszystkie święta i na końcu wypadek, jak zostałam sama, jak straciłam wszystko co było dla mnie ważne. Idąc łzy zaczęły spływać po policzkach, przetarłam je opuszkiem kciuka i zawiesiłam ręce na klatce piersiowej. Spacerowałam tak długo, ale w końcu wróciłam. Była 13, zobaczyłam w ogrodzie wszystkich domowników i małego labladora. Uśmiechnęłam się i podeszłam do nich wszystkich.
- Dzień dobry.
Powiedziałam wraz z promiennym uśmiechem, widziałam jak Lou zawiesił chwilę na mnie wzrok, a potem się opanował, albo speszył. Zaśmiałam się w myślach.
- Jak się nasz nowy przyjaciel nazywa?
Zapytałam kucając przy piesku, pogłaskałam go chwilę i znowu wstałam.
- Bruno.
Odpowiedział Louis. Uśmiechnęłam się.
- Ładnie. Zresztą jak i on.
Uśmiechnęłam się.
- Dobrze niech sobie pobiega, a ja pójdę już może zrobić obiad.
Odpowiedziała pani Alicia. Wszyscy skinęliśmy głowami, pan Johny poszedł za żoną, a ja ruszyłam do huśtawki, ściągnęłam buty i się położyłam . Chwilę później poczułam czyjąś dłoń na swojej stopie, przestraszyłam się i dźwignęłam głowę z otwarciem oczu. Uśmiechnął się słodko i położył obok mnie po tym jak ściągnął buty.
- Gdzie byłaś tak długo?
- A co stęskniłeś się? - Spytałam ze śmiechem - Byłam się przejść. Wstałam o 7.
- Wow. Gdzie ty tak długo chodziłaś?
uśmiechnął się.
- Przed siebie.
- Okey. Ślicznie wyglądasz.
- Dziękuję.
Zamknęłam znowu oczy i ''delektowałam się'' wiosenną pogodą.
- Louis mogę cię naszkicować?
Wypaliłam niespodziewanie, czułam, że się zdziwił.
- Pewnie.
- Tak? To czekaj pójdę po rzeczy.
Pobiegłam na boso do mojego pokoju biorąc buty i za chwilę wróciłam.
- Okey. ustaw się jak chcesz.
Uśmiechnęłam się, nogi złożyłam w krzyż i czekałam aż się przygotuję. Chwilę później byłam już bardzo skupiona na szkicowaniu. po pól godzinie mógł wziąć ręce i siedzieć cicho. Cała praca zajęła mi półtorej godziny. Na szczęście dla Louis'a już skończyłam i pokazałam mu ''dzieło''.
- Wow. Czadowe.
Zaśmiałam się.
- Byłaś bardzo skupiona.
- Trzeba. Gdybym nie była nie potrafiłabym nic narysować.
Odłożyłam rzeczy na ziemię i położyłam się znowu na huśtawce, zamknęłam oczy i znowu myślałam.
- Masz talent.
- W końcu chodzę do szkoły plastycznej.
- Serio?
- Tak, ale przez wypadek rodziców i tę przeprowadzkę na razie mam wolne, tak stwierdził pedagog szkolny. Za tydzień będę mogła wrócić do szkoły.
- E to dobrze. nie będziesz się już tak nudzić.
- Ja się tutaj nie nudzę, zawsze mam co robić.
Uśmiechnęłam się i usłyszałam dźwięk mojego telefonu, wyciągnęłam go z kieszeni, na ekranie widziałam, ze dzwonie Sue.
- Przepraszam, Przyjaciółka.
Uśmiechnęłam się, zeszłam z huśtawki i ruszyłam do ogrodu na boso, przypomniało mi się co wczoraj Sue mówiła, zapomniałam o tym całkowicie. Odebrałam.
- Halo?
- No cześć. I jak? i Jak?
- Ale co?
- No wiesz. Louis!
- Przestań. Nie myślałam o tym , nie miałam czasu, a jak Colin?
- Dobrze. Masz czas żeby się spotkać?
- No pewnie. Może przyjdziecie do mnie? Poznasz wszystkich i tego całego Louis'a.
Zaśmiałam się.
- Okey, w takim razie za 15 minut pasowałoby?
- Tak. Czekam na was.
Uśmiechnęłam sie do siebie i rozłączyłam. Wróciłam do bruneta.
- Sue przyjedzie z bratem. Mogą prawda?
- No pewnie. Sue to ta twoja przyjaciółka?
- Tak.
- Ile ma lat?
- I tak nie wyrwiesz.
Zaśmiałam się i dodałam, że 19.
- Eh nie mam zamiaru nikogo wyrywać.
Dał mi buziaka w policzek i wrócił do domu, a ja pozbierałam rzeczy i też poszłam do siebie do pokoju.
Pochowałam wszystko i posprzątałam żeby nie było bałaganu. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Chciałam iść otworzyć, ale Louis mnie wyprzedził. Zaczął Sue zagadaywać.
- Ekhem..
chłopak się odwrócił i zaprosił moich gości do środka, zamknął za nimi drzwi.
- Sue to jest Louis, Louis to jest Sue i jej młodszy brat. A moi rodzice zastępczy są w kuchni chodźmy.
Uśmiechnęłam się, kiedy rozebrali buty zaprowadziłam ich od kuchni i wszystkich sobie przedstawiłam. Potem Lou zaoferował się, że zabawi Colina. Życzyłyśmy mu powodzenia i poszłyśmy do mojego pokoju.
- To opowiadaj o tej randce.
- Eddy jest strasznym nudziakiem, sztywny.. Żałuję, że się zgodziłam. Nigdy więcej uwierz.
Zaśmiałam się.
- może po prostu się trochę spiął?
- A gdyby nawet to nie troche. Nic nie gadał, a ja czułam się strasznie. Nawet gdy podsuwałam mu tematy to ich nie rozwijał. eh masakra.
- oj.. poznasz kogoś innego.
Zaśmiałam się.
- Dobra dobra teraz ty opowiadaj co z Louis'em.
- ej a co ma być? No nic. Mieszkamy tylko razem. Dzisiaj go naszkicowałam.
- No co ty! Pokazuj.
Wyciągnęłam z szuflady rysunek, razem położyłyśmy się na moim łóżku.
- Nie rozumiem cię. Widać, że mu się podobasz i nie powiesz mi, ze on tobie nie.
- Może i jest przystojny, ale nic by z tego nie było. Wyobrażasz to sobie?
- no pewnie. Właśnie! jeżeli będziesz miała poznać tych chłopaków co lubią zakupy to daj znać. Też chętnie ich poznać. Może oni nie będą sztywniakami.
- Uwierz, że jezeli są przyjaciółmi Louis'a to na pewno nie są sztywniakami.
- To dobrze. Idź zorganizować spotkanie.
- Teraz?
- No tak. Zanim tu jestem. idź zapytaj Louis'a.
Zeszłam z łóżka i ruszyłam do pokoju bruneta. Lekko zapukałam, a po chwili usłyszałam, że mogę wejść.
- Przepraszam, że przeszkadzam możemy pogadać?
- Jasne.
Looknął na Colina i wyszedł z pokoju.
- Słucham?
- cii. Gadałeś kiedyś że musze poznać twoich przyjaciół cnie? Nie spieszy mi się, ale Sue by chciała. Zorganizujesz to?
- No pewnie. Zadzwonię i dam ci znac okey?
- Okey dzięki.
Uśmiechnęłam się, przytuliłam go i poszłam z powrotem do mojego pokoju.
- i co?
- Zadzwoni do nich i da mi znać.
- Ale super.  Nie  mogę sie doczekać.
Zasmiała się, a ja razem z nią. Rozmawiałyśmy tak do 21. Potem się pożegnałyśmy, a ona wróciła do swojego domu.
_____________________________________________________________
Koniecz rozdziału <3

czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 6

NIE BYŁO 8 KOMENTARZY ALE PONAD 200 WEJŚĆ I JEST CZWARTEK A MIAŁAM DODAĆ W NIEDZIELE. PRZEPRASZAM PROBLEMY Z LAPTOPEM. 
____________________________________________________________________________
Po wyjściu Louis'a schowałam wszystkie rysunki i zamknęłam je ponownie na klucz, a potem pochowałam wszystkie ubrania, które kupił mi mój przyszywany brat. Teraz warto byłoby zadzwonić do Sue, ponieważ dawno z nią nie rozmawiałam. Weszłam na łóżka i wybrałam numer do przyjaciółki. Włączyła się poczta więc powiedziałam co najważniejsze i poprosiłam żeby się jak najszybciej odezwała. Potem rodzice Lou zawołali wszystkich na kolacje. Tak fajnie było dzisiaj z Louis'em że nie zorientowałam się i nie jadłam obiadu. Dlatego teraz głodny żołądek dał o sobie znać. Zeszłam z łóżka i szybszym krokiem ruszyłam do stołu. Wszyscy już siedzieli, więc ja też usiadłam i zażyczyłam im smacznego. Po kilku minutach skończyłam jeść i wróciłam do swojego pokoju. Było dosyć nudno więc jeszcze raz sprawdziłam telefon a potem załączyłam telewizor. Załączyłam film, ale niestety po chwili leciały reklamy więc postanowiłam się iść wykompać. Na wszelkie wypadek wzięłam telefon i to była dobra decyzja. Po wejściu do wanny usłyszałam dźwięk. Odebrałam szybko telefon.
- Sue na reszcie. Nawet nie wiesz jak za tobą tęsknię...
- wiem przepraszam. Miałam wyłączony telefon gdyż byłam na randce.
- no co ty? Z kim?
- taki Eddy. Opowiem ci wszystko jak się spotkamy. Teraz opowiadaj co z tym Louis'em.
- no właśnie. Wcale nie jest taki zły jak na początku. Spędziłam z nim drugi dnień z rzędu i było na prawdę sympatycznie. Dzisiaj nakupił mi tyle ubrań... powiedział że ma czworo innych kolegów którzy tak jak on lubią zakupy. Musimy obie ich poznać.
- no pewnie. Ja jestem za. Znać takich facetów. Aż ci zazdroszczę że z nim mieszkasz. Na twoim miejscu wzięłabym się za niego.
- Sue błagam cię. Przecież on jest ode mnie o 7 lat starszy.
- i niby tobie to przeszkadza? A kto zawsze szalał za starszymi hm?
- to było wieki temu.
Zaśmiałam się. Ale przyjaciółka chyba miała rację. Nigdy nie przeszkadzał mi dojrzalszy wiek podrywanych przeze mnie facetów. A w zasadzie im starszy tym lepszy.
- Tamara tu ziemia!
Krzyknęła przyjaciółka do słuchawki.
- sorki zamyśliłam się.
- ja nawet wiem o czym a bardziej o kim myślałaś.
- okey koniec tematu. Chcesz to sie za niego bierz.
- ja z nim nie mieszkam kochana tylko ty. I nie spędzam z nim tyle czasu co ty. Żaden powtarzam żaden facet nie wydaje hajsu na dziewczynę która nic dla niego nie znaczy. Muszę kończyć bo Colin idzie. Mama przysłała mi tego krasnala na 5 dni.
- okey powodzenia w zabawach które wymyśli ci 5 latek.
- dzięki a ty pomyśl nad tym. Pa.
- okey obiecuję. Pa.
Rozłączyłam się i umyłam do końca. Potem wyszłam w piżamie z mokrymi włosami i weszłam na moje łóżko. Oglądałam nadal telewizję, ale nie interesował mnie zbytnio film. Myślałam o słowach przyjaciółki... doświadczonej przyjaciółki... postanowiłam że sprawdzę czy Lou coś do mnie czuje. Potem film się skończył a ja zasnęłam.
______________________________________________________
Kolejny rozdział po 290 wejściach xd

środa, 9 lipca 2014

Rozdział 5

Rano obudziłam się po 8. Nie chciałam nikogo budzić, bo była niedziela. Wyciągnęłam znowu podkładkę z kartką i znowu zaczęłam szkicować. Rysunek zajął mi niecałą godzinę. Po 9 wyszłam z łóżka i zeszłam na dół. Wyciągnęłam z szafy ubrania i je na siebie wciągnęłam. Po cichu otworzyłam drzwi z pokoju i poszłam na dól do kuchni. Nikogo nie było, więc nalałam soku pomarańczowego do szklanki, a potem wyszłam na dwór. Słońce ślicznie świeciło, ale wiał lekki wiaterek i pogoda była idealna. Gumką, którą miałam na ręce związałam włosy w kucyk i poszłam do ogrodu usiąść na huśtawce. O dziwo Louis już tam siedział, a kiedy go zobaczyłam to uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
- Cześć.. Ty już nie śpisz?
Spytałam siadając obok niego.
- No wstałem jakieś 10 minut temu.
- A. no i jak wyspany?
- Pewnie. Idziemy dzisiaj na te zakupy?
- Jasne możemy iść, ale musiałabym poprawić fryzurę.
- To idziemy razem, ja pójdę do siebie, a ty do siebie i za.. 15 minut przed domem?
- No pasuje mi. Chodźmy.
uśmiechnęłam się i ruszyłam do domu. Weszłam do łazienki i od razu rozpuściłam włosy.Rozczesałam je i stwierdziłam, że zostawię rozpuszczone, więc potem poszłam wziąć jeszcze torbę z telefonem, słuchawkami i portfelem z dokumentami. Wyszłam przed dom, a Louis już czekał.
- oo dziś szybciej się wybrałaś.
- Tak. Stwierdziłam, że no.. że zostanę w rozpuszczonych.
- okey chodźmy.
Ruszyliśmy razem do centrum. Nie byłam w pełni gotowa na szaleńcze zakupy, ale kilka rzeczy mogę sobie kupić... w końcu to prawda, że nie mogę żyć cały czas tym co było.
Po 14 minutach dotarliśmy do centrum. Weszliśmy do środka. Zapomniałam jak to jest, bo dosyć dawno tu byłam.
- Przyszedłeś po coś specjalnego?
Spytałam wchodząc za nim do pierwszego sklepu.
- nie... Ty przyszłaś.
- ta? Po co?
- Całą rodziną co rok chodzimy na imprezę. To tak nudne jak stypa, ale ja też jestem do tego zmuszany. Siedzimy tam i zazwyczaj rodzice rozmawiają, a ja się nudzę i piszę smsy.
- Okey. A co ja mam z tym wspólnego?
- Pamiętaj, że od niedawna należysz do rodziny.
Uśmiechnął się i lekko za rękę pociągnął mnie na dział z sukienkami.
- Ale ja nie chodzę w sukienkach.
- A ja w garniakach. Ale nie każdy robi co lubi.
- Eh.. okey w takim razie wybierzmy coś.
Zaśmiałam się i zaczęłam grzebać w czarnych sukienkach. Wzięłam kilka i pokazywałam się w każdej po kolei starszemu o 7 lat Louis'owi. Mieliśmy dylemat między jedną a drugą. Jednak potem Louis stwierdził, że ta druga jest za długa i wybraliśmy tę krótszą i ładniejszą.
- Wiesz co Lou. haha nie sądziłam, że będę robić z tobą kiedyś zakupy.
- też nie myślałem.
Wyszliśmy z tego sklepu i obeszliśmy 13 następnych. Dokupiliśmy jeszcze ciuchy na inne dni i pod wieczór roześmiani wróciliśmy do domu.
- Ale było super jejciu dziękuje ci.
uśmiechnęłam się i dałam mu buziaka.
- Nie ma problemu, ale..
- jest jakieś ale? mogłeś od razu powiedzieć.
- to nic strasznego. Chce zobaczyć twoje pozostałe rysunki.
- Ty świni to zwykły szantaż.
- Być może, ale inaczej bym ich w życiu nie zobaczył.
- Racja. Chodź.
Otworzyłam swój pokój i odłożyłam torby na ziemię. Wyciągnęłam z torebki klucz od szuflad.
- Trochę ich dużo jeżeli mam być szczera.
- Ja wiem, ale chcę je zobaczyć.
- Ten narysowałam dzisiaj rano.
Powiedziałam podając do ręki dzisiejsze ''dzieło''
- no czadowy dawaj dalej.
- haha okey.
Zaśmiałam się i pokazałam każdy następny rysunek i tym razem nie ominęłam żadnego.
- Wow one są po prostu czadowe. Ty masz talent. Najlepszy ten powiedział odwracając rysunek w moją stronę.
- haha tylko dla tego, że jest bardziej intymny?
- niiieeee no coś ty.
- Ta jasne. Znam facetów. Możesz zatrzymać ten rysunek.
- Serio? Poważnie? Mogę?
- No tak. Mam wiele swoich, a skoro ci się podoba.
- No czad. Dzięki.
Dał mi buziaka w policzek i zapatrzony w kartkę z rysunkiem poszedł do siebie.
_________________
Na dzisiaj tyle. Teraz ma być 200 wejść. 8 komentarzy. I jeżeli tyle będzie do niedzieli to dodam ;*

Rozdział 4

W końcu jego rodzice do nas podeszli, a my oboje byliśmy zdezorientowani.
- Chodźcie, Louis nie zaczepiaj już tak Tamary, kolacja na stole.
Zaśmiałam się i wstałam z huśtawki. Wszyscy razem poszliśmy do jadalni. mm. Zapiekanka z wołowiną i puree z ziemniaków i pasternaka . Jedzenie stało na stole, a ja nie mogłam się napatrzeć. To ulubione danie mojej mamy. Nikomu nie powiedziałam, ale usiadłam cicho przy stole, mina trochę mi zrzedła, ale przyzwyczaiłam się, że wszystko będzie przypominać mi o rodzicach. Wszyscy zaczęli jeść i rozmawiać. Po kilkunastu minutach podziękowałam i jak zwykle odniosłam talerz do zlewu, potem poszłam do swojego pokoju. Louis poszedł za mną, więc udało mu się i nie musiał pukać.
- W zasadzie to dziękuję ci. Może nie poszliśmy na zakupy jak chciałeś, ale bardzo poprawiłeś mi humor. Cieszę się, że cię poznałam.
Powiedziałam wchodząc na łóżko.
- Też bardzo sie cieszę, że cię poznałem.
Po tych słowach się uśmiechnęłam i poklepałam miejsce na łóżku obok siebie. Wskoczył na łóżko i przy okazji na mnie, zaśmiałam się i na niego spojrzałam.
- ałaaa. ty głupku.
Zaśmiałam się i do niego przytuliłam.
- Dziękuję. Za dzisiejszy dzień.
- Ee nie ma za co. Jutro mi to wynagrodzisz i idziemy na zakupy.
- okey. Jesteś jedynym facetem, jakiego znam, który lubi zakupy.
- serio? Ja znam 4 innych.
- wow. Chcę ich poznać.
Zasmiałam się.
- no spoko. To może pokażesz mi inne rysunki?
- Absolutnie. Nie powinieneś widzieć tego dzisiejszego nawet.
- Ale dlaczego? Przecież on jest super.
- Rysuję bo lubię, a nie dla publiczności.
- No wiem, ale mnie możesz pokazać.
- Mogę, ale hmm.. nie chcę.
- pff to sie fochnę.
- nie wolno ci. Okey. Pokażę.
Zeszłam na dół i otworzyłam szufladę z wszystkimi rysunkami. Pokazałam mu wszystkie .
- wow jakie super. Gdzie sie nauczyłaś?
Wziął jeden rysunek do ręki.
- Jestem samoukiem. W domu jak mi się nudziło to rysowałam.
- No i super ci to wychodzi.
- weź nie przesadzaj, nie są wcale takie doskonałe.
Odwrócił rysunek w moją stronę.
- Ty się słyszysz? Nie są doskonałe? One są.. Najlepsze!
- Przestań..
Wszystkie po kolei oglądał .
Wzięłam je wszystkie i schowałam z powrotem do szuflady.
Po 23 poszedł do siebie, a ja z piżamą do łazienki. Umyłam się w 15 minut i wróciłam do łóżka. Cieszyłam się, że komuś podobają się moje rysunki. Zresztą Sue też mi to mówiła, ale no komuś obcemu. Położyłam się szczęśliwa i przykryłam kołdrą. Chwilę jeszcze pomyślałam i zasnęłam.
_____________________________
nie było 3 komentarzy, więc teraz 6 komentarzów = next ;*

xd

A wiecie co? Na tym blogu spróbuję z komentarzami. 3 komentarze + 125 wejść = next rozdział ;*

Rozdział 3

Kiedy byłam już gotowa wyszłam z pokoju i podeszłam do drzwi Louis'a. Lekko zapukałam i usłyszałam jego głos, że mogę wejść.
- to co idziemy?
Spytałam stojąc przy framudze.
- no pewnie. Ale jesteś kulturalna.
- Innych uczę to sama muszę też pokazać. Dobra to co idziemy?
- No pewnie chodź.
Wstał z krzesła i razem ruszyliśmy do wyjścia z domu.
- To dokąd idziemy?
- na zakupy.
Spojrzałam na niego. Jedyny facet, który lubi zakupy.
- Nie mogę... nie mogę się bawić. kilkanaście dni temu moi radzice zmarli, a ja.. idź sam ja sę wrócę...
odwróciłam się i ruszyłam z powrotem do domu. Stał przez chwilę w miejscu, ale potem poszedł za mną i mnie zatrzymał. Ja już płakałam, więc stanął przede mną, dźwignął głowę i wytarł łzy. Patrzyłam na niego zaszklonymi tęczówkami i nie rozumiałam czemu tak się zachował.
- Rozumiem, ale nie możesz cały czas żyć przeszłością.
- Ale to moi rodzice. żyłam z nimi 17 lat i musiałąm ich stracić teraz?
znowu zaczęłam płakać, odruchowo się do niego przytuliłam. Po kilku minutach zorientowałam się, że jestem nadal do niego przytulona, więc się oderwałam i przeprosiłam.
- Ej no. Jest ci ciężko, ale przecież sama wiesz, że taka jest kolej rzeczy. Nie każdy żyje wiecznie.
- Przestań bo to nie pomoże, a ja nigdy nie przyzwyczaję się do tego, że żyję w obcej rodzinie i nie mam już rodziców.
Ominęłam go i ruszyłam pod dom do ogrodu. Usiadłam na huśtawce i dalej płakałam. Nie rozumiałam Louis'a. Bo wiecie.. Najpierw tak mnie wkurza, przedrzeźnia, a teraz tak pociesza. Nie ogarniam po prostu. Usiadł na huśtawce obok mnie, a ja się odwróciłam do niego plecami. Pewnie już cały makijaż mi się rozmazał.
- Proszę idź.
powiedziałam, a raczej wyszlochałam.
- Nie zostawię cię teraz samej.
Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam na niego zapłakanym wzrokiem.
- Louis... nie poradzę sobie bez rodziców... bez mamy..
kolejne łzy spływały po mojej twarzy, a on patrzył na mnie.. jakby było mu mnie żal...
- Poradzisz sobie. Wiem, że moi rodzice nie zastąpią ci twoich, ale poradzisz sobie. Masz przecież nas.
- tak Louis... ale ja nie potrafię wyobrazić sobie życia bez moich rodziców. W przyszłości moje dzieci nigdy nie poznają dziadków.
- Ej jeszcze przecież ojciec twoich dzieci może mieć rodziców tak? Spokojnie przecież poradzisz sobie. ej.. jesteś dzielna no nie?
- nie..
- nie wierzysz w siebie?
Przytulił mnie do siebie, a ja chętnie się w niego wtuliłam.
- Dziękuję... Wcale nie jesteś taki zły.
uśmiechnęłam się i spojrzałam na niego.
- no sama widzisz.. Pozory mylą.
- To nie były pozory. Przez te kilka dni robiłeś wszystko żeby wyprowadzić mnie z równowagi.
- Oj tam, ale przeżyłaś.
- Jesteś jak starszy brat.. wkurzasz, ale pomagasz.
uśmiechnęłam się i mocno go przytuliłam.
Na huśtawce wieczorem znaleźli nas jego rodzice. Nawet nie wiedziałam, ze tam stoją. Po prostu rozmawiałam z Louis'em, śmiałam się, a potem on mnie przytulał.
______________________
następny po 125 wejściach ^^

Rozdział 2

Pożegnałam się z przyjaciółką i wzięłam z auta wszystkie moje rzeczy.
- Auto zatrzymaj jak na razie. Mnie się nie przyda.
przytuliłam ją bardzo mocno i poszłam w głąb budynku. Poszukałam odpowiedniego pokoju i lekko zapukałam. Miałam szczęście, że nie było tłumu. Weszłam i zaczęłam rozmawiać z miłą, starszą kobietą.
________________________dwa tygodnie później___________________________
Miałam już przeprowadzkę do domu innego. Jakaś kobieta ma przyjść i posprawdzać, ale ja już byłam ulokowana, miałam swój pokój . Często odwiedzała mnie Sue i pocieszała, ale to nic nie dawało. Najczęściej siedziałam sama w pokoju i rysowałam. Jedyne co mnie tutaj denerwowało to syn moich zastępczych rodziców- Louis. Wchodził do mojego pokoju bez pukania, przedrzeźniał mnie. Eh miałam już go po prostu dosyć, a jestem tu kilka dni. 
Dzisiaj także siedziałam w pokoju i rysowałam kiedy do pokoju wszedł znowu Louis. Odłożyłam kartkę z podkładką i spojrzałam na niego.
- Nie potrafisz pukać? Aż takie to trudne?!
- Sorry. Nie nauczyłem się jeszcze. 
Zaśmiał się ironicznie. Tylko przewróciłam oczyma.
- Co chcesz?
- Wołają na obiad. 
- Nie jestem głodna.
- U nas wszyscy jedzą razem.
- Ja nie jestem z waszej rodziny, więc nie muszę.
- Masz ze sobą problem czy co? Chodź bo będziesz słaba.
Po ostatnich słowach wyszedł z pokoju, a ja upewniając się czy rysunek leży na biurku poszłam do jadalni.
- Dzień dobry.
powiedziałam siadając na swoje miejsce. 
- Smacznego.
dodałam po chwili i wolno zaczęłam jeść. Po kilkunastu minutach podziękowałam i odniosłam talerz do zlewu. Zaczęłam go myć, a pani Alicia kazała mi to zostawić i stwierdziła, że ona to posprząta. Podziękowałam jeszcze raz i wróciłam do siebie. Wchodząc do pokoju zobaczyłam, że mój rysunek leży na łóżku, a był na biurku. Tu nie idzie mieć prywatności. Ehh wzięłam go, usiadłam na łóżku i dokończyłam rysunek . Potem załączyłam komputer. Usłyszałam, że ktoś wchodzi do pokoju, odwróciłam się i zobaczyłam ZNOWU ciemnowłosego chłopaka.
- Czy ty nie możesz pukać? To nie twój pokój i nikt cię w nim nie chce!
- nikt cie w nim nie chce nikt cie w nim nie chce. Przestań. W końcu mieszkamy razem.
- Musisz mnie przedrzeźniać?
- musisz mnie przedrzeźniać...
- Boże wyjdź!
- nie jestem Bogiem spokojnie.
- Jeju.. Jesteś tak głupi, że mam cię dość. Możesz stąd wyjść?!
- Przepraszam tak serio to przyszedłem cię przeprosić i się pogodzić.
- Trochę chyba za późno co?
- No ej. Nigdy nie ma za późno. Wiesz... Lepiej późno niż wcale.
- Tak, ale ty robisz wszystko żeby mnie zdenerwować.
- Taki się już urodziłem.
- Weź. Zacznijmy od tego, że od kilku dni ja mam tutaj pokój. Więc wyjdź i zapukaj. A jak ci pozwolę to wtedy wejdź.
- Typowa kobieta.
uśmiechnął się flirciarsko i wyszedł. Wtedy też lekko zapukał a ja się zaśmiałam. No w końcu.
- Proszę.
Otworzył drzwi i wszedł.
- Takie to było trudne?
Zaśmiałam się patrząc na uśmiechniętego chłopaka.
- niby nie.
- Niby? Będę cię tak długo męczyć aż się sam nauczysz
- Spoko. Chętnie będę przychodził tu tak często.
- Nie wyobrażaj sobie. Aż tak często cię tutaj nie wpuszczę.
- ooo jaka szkoda. To wtedy wejdę sam.
- O nie. W takim razie lepiej pukaj.
- Okey. Idziesz dzisiaj może na miasto?
- W sumie dawno nie byłam, więc... czemu nie.
Wyłączyłam komputer.
- Ale muszę się przebrać, więc gdybyś był tak miły to wyjdź.
- okey. chociaż chętnie bym tu został.
- Błagam cię. Idź.
- okey okey.
Wyszedł z mojego pokoju, a ja zaczęłam się przebierać.
_______________________________
no więc koniecz rozdziału. Następny po 100 wejściach ^^ 

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 1

W końcu NIE wytrzymałam ï poprosiłam pielęgniarkę Zeby zawołała ordynatora click here. Wypełniła moja prośbę i po chwili Lekarz szedł już do Mnie na salę. Zobaczyłam go i uśmiechnęłam sie porozumiewawczo.
- Przepraszam. Przerwałam pewnie Panu prace, ALE BARDZO chciałabym zobaczyć co z moimi rodzicami, ale Nie Wiem gdzie Leżą, pielęgniarki nie nie chciały mi nic powiedzieć.
- Jak pani się nazywa?
- Tamara Murphy.
- Przykro mi. Pani wyszła na Szczęście Bez szwanku, ale ..
Popatrzyłam na niego juz zaszklonymi tęczówkami.
- Pani rodzice zmarli w Drodze do Szpitala.
dokończył po, chwili, a Mnie łzy od razu pociekły po, twarzy. Wybiegłam z sali i pokierowałam SIĘ w stronę Łazienek. Nadal płakałam. Mam 17 lat i,  niemożliwe że straciłam rodziców właśnie Teraz. Miałam Nadzieje, Ze to sen i, Ze zaraz sie obudzę. Niestety tak sie nie nie stalo, ja zostałam Bez rodziców.
Po kilku dniach wypisali Mnie po obserwacji Ze Szpitala. Wzięłam Swoje Rzeczy i ruszyłam smętnym krokiem do Domu. Wiedziałam, Ze nie mam po co wracać, ZE NIKT NIE czeka na Mnie .. Chociaż ... JA SAMA NIE WIEM CZY Sue juz wie, ale pewnie chciałaby Mnie zobaczyć po kilku dniach. Wróciłam Taksówka Dom Pod. Wydawał sie taki Pusty, zaniedbany. NIE wyglądał Jak dom, TYLKO Jak stara, opuszczona kamienica. Otworzyłam go kluczami i rzuciłam Torbe na Ziemiami. Bylo Zimno ... kwiatki powiędły .. NIE bylo czuć boskiego zapachu obiadów mojej Mamy. NIE czułam sie Jak u siebie. Od razu zadzwoniłam do Sue.
- Hej .. mogę do CIEBIE wpaść ZA ... choćby ZA 5 Minut?
- Pewnie, coś się stało?
- Powiem ci WSZYSTKO Przy spotkaniu.
Rzuciłam zdanie i rozłączyłam SIE. NIE chciałam Zeby słyszała Jak płaczę.
Poszłam po walizkę i zapakowałam tam moje Rzeczy. Z Tym poszłam zrobić auta. Tato kupił je na wszelki Wypadek. Nie mam PRAWA Jazdy, ale Sue ma i Mnie zawiezie. Pojechałam więc nie wzbudzając żadnych podejrzeń pod dom przyjaciółki. Walizkę zostawiłam w aucie.  Lekko zapukałam do drzwi jej domu, a po chwili przed otwartymi drzwiami stała uśmiechnięta przyjaciółka. Widziała, że płakałam, więc od razu mnie przytuliła i pytała o co chodzi. Wszystko po kolei jej opowiedziałam. Zaczęła mnie pocieszać, ale ja wiedziałam, że robi to tylko dlatego, bo jest moją przyjaciółką. Potem zawiozła mnie do domu opieki i stwierdziłam, że sama sobie już poradzę.
____________
To na tyle, bo mam dosyć kiepski humor, a przez niego wena mi wywietrzała. Przepraszam ;c

Prolog

Tamara z wypadku samochodowego wychodzi z kilkoma obrażeniami, ale traci rodziców. Potem trafia do domu zastępczego i tam poznaje od siebie 7 lat starszego Louis'a. Co wyniknie z ich znajomości?
_________
Jechałam z rodzicami na ważną prezentację do firmy taty. Zawsze uwielbiał swoją pracę, chociaż nigdy nie była ważniejsza niż ja, lub moja mama. Zawsze o nas dbał najlepiej jak umiał. Dziś wyjątkowo się spieszyliśmy, bo tata miał dwie minuty, a były korki. Bardzo się denerwował. Nie chciał zawalić tak ważnego zlecenia. Pojechał więc na skróty i przyspieszył. Pamiętam tylko, że nagle wyjechała nam na skrzyżowaniu ciężarówka i w nią wjechaliśmy. Potem obudziłam się w szpitalu. Teraz czekam na lekarza i chciałabym się dowiedzieć gdzie moi rodzice.
________
Witam. Mój nowy blog. Skończyłam dwa ostatnie i teraz stwierdziłam ze zacznę nowy. Więc zapraszam do czytania, a pierwszy rozdział już po 40 wejściach. Serdecznie zapraszam, jeżeli chcecie dowiedzieć się co wydarzy się w kolejnych rozdziałach :D <3