niedziela, 27 lipca 2014
no hej.
Kochani! Odzyskałam laptopa! Wszystkie blogi ruszają! 400 wejść i kolejny rozdział. Zapraszam do komentowania, czytania i polecania innym.
czwartek, 24 lipca 2014
Rozdzial 9
Zalaczylam jeszcze na chwile komputer. Wlosy w koncu wyschnely, wylaczylam komputer i zmeczona od razu polozylam se do lozka. Juz zasypialam kiedy dostalam smsa, oczytalam go i okazalo sie ze to od operatora. zablokowalam telefon i zasnelam.
Nastepnego dnia wyszlam w pizamie do kuchni. zrobilam sobie sniadanie, byla 9 rano. Rodzice Louis'a byli juz w pracy, a sam brunet.. hm sama nie wiem. Skonczylam jesc i zaczelam zmywac naczynia.Uslyszalam, ze ktos wychodzi z pokoju. pochowalam naczynia i sie odwrocilam.
- Czesc Tamara. Jak sie spalo?
Spojrzalam na niego i sie usmiechnelam.
- A hej. Bardzo dobrze i wygodnie. A tobie?
- tez. Tylko.. troche pusto.
Zasmialam sie.
- Lepiej z dziewczynami co?
- dokladnie. jest wygodniej.
- yhm. ja tam nie wiem, chyba jak na razie nie chce wiedziec.
Usmiechnelam sie i poszlam do pokoju. wyciagnelam z szafy ubrania. ( http://
1.bp.blogspot.com/-l488bRG_Z9Y/Ut6tiPV4NzI/AAAAAAAAAWM/r4JO_Gays08/s1600/48d75f027584e50d520c9969b36b4930.jpg )
i poszlam sie pomalowac i uczesac. potem wyszlam na dwor sie przejsc. Louis poszedl za mna.
- moge sie z toba przejsc?
- pewnie. chodz.
usmiechnelam sie i ruszylam przed siebie. Znowu byla piekna pogoda. Lou podszedl blizej mnie i zlapal moja reke. Spojrzalam na niego i sie usmiechnelam,. scisnelam bardziej jego reke. O 11;43 ruszylismy do domu. Weszlismy do budynku, chcialam isc do pokoju, ale brunet nie chcial puscic mojej reki. Spojrzalam na reke.
- puscisz? chce isc sie przebrac.
- czekaj.
Podszedl blizej mnie i namietnie mnie pocalowal, odwzajemnilam pocalunek i sie usmiechnelam.
- ide sie ubrac Lou.
Puscilam jego reke i poszlam do pokoju. Zaczelam szukac ubran, w koncu znalazlam cos odpowiedniego na dzisiejszy dzien. wyciagnelam ubrania ( http://speedwayinmylife.blog.pl/files/2013/08/zestaw-na-lato-1346872124-s183771.jpg ), ubralam sie, a potem poszlam do lazienki. Najpierw zrobilam loki, zajelo mi to 15 minut. Potem sie pomalowawalaam. tusz do rzes, eyleiner i lekki cien do powiek. Potem jeszcze polakierowalam wlosy by dluzej sie utrzymaly i dostalam smsa od przyjaciolk, ze za chwile u mnie bedzie. usmiechnelam sie do siebie i kiedy uslyszalam dziek dzwonka poszlam szybko otworzyc.
- wow. ale sie odstrzelilas.
przyjaciolk byla zdziwiona.
- no dzieki. ty tez. chodz jeszcze do mnie.
usmiechnelam sie i razem poszlysmy do przyjaciolki. bylo jeszcze niecale 15 minuy, wiec przyjaciolka probowala co powiedziec do przyjaciol Louis'a.
- najlepiej jak bedziesz soba i tyle. na pewno od razu cie polubia.
usmiechnelam sie promiennie do przyjaciolki, chwile jeszcze pogadalysmy, a potem Louis zapukal do mojego pokoju.
- Wejdz juz idziemy!
krzyknelam, poprawilam jeszcze loki i razem z przyjaciolka ruszylysmy do oniemialego chlopaka.
- ladnie wygladacie.
- dzieki.
powiedzialysmy rownoczesnie. kiedy wyszlismy z domu przyjaciele Tomlinsona napisali do niego ze niedlugo beda w centrum, wiec i my tam ruszylismy. Dojechalismy po kilku minutach. Oni czekali na nas w ktorejs restauracji. Louis nas tam zaprowadzil. Wszyscy czterech byli mega przystojni, poznalysmy sie z nimi i na poczatku zamowilysmy cos do jedzenia. Czekajac od razu rozwinely sie rozne tematy. Sue byla w niebowzieta. Najbardziej to spodobal jej sie chyba ten Harry, wydawal sie najmlodszy. Po zjedzeniu poszlismy do kilku sklepow. razem swietnie sie bawilismy, wszysy szli razem oprocz mnie i Louuis'a. My podarzalismy za nimi trzymajac sie za rece i caly czas sie do siebie usmiechalismy. Ale kiedy ktos sie odwrocil, szybko sie puscilismy, ale pozniej wracalismy do poprzedniej czynnosci. bylko na prawde slodko, nie chcialam zeby ten dzien sie konczyl, ale jak wszystko mial swoje zakonczenie, skonczylismy wszyscy kolacja z winem w restauracji, Harry z Sue poszli razem do jej domu, pewnie pojdzie ja odprowadzic, ja i Louis do siebie, apozostali do swoich domow. kiedy wiedzielismy ze nikt nas nie widzi Louis ponownie tego dnia mnie pocalowal, a ja bylam w niebowzieta. Weszlismy razem do domu, pod pokojem sie pozegnalismy i kazdy wszedl za swoje drzwi. Od razu poszlam sie kapac.
__________________________________
no to na tyle. kolejny po 400 wejsciach. paa ;*
1.bp.blogspot.com/-l488bRG_Z9Y/Ut6tiPV4NzI/AAAAAAAAAWM/r4JO_Gays08/s1600/48d75f027584e50d520c9969b36b4930.jpg )
i poszlam sie pomalowac i uczesac. potem wyszlam na dwor sie przejsc. Louis poszedl za mna.
- moge sie z toba przejsc?
- pewnie. chodz.
usmiechnelam sie i ruszylam przed siebie. Znowu byla piekna pogoda. Lou podszedl blizej mnie i zlapal moja reke. Spojrzalam na niego i sie usmiechnelam,. scisnelam bardziej jego reke. O 11;43 ruszylismy do domu. Weszlismy do budynku, chcialam isc do pokoju, ale brunet nie chcial puscic mojej reki. Spojrzalam na reke.
- puscisz? chce isc sie przebrac.
- czekaj.
Podszedl blizej mnie i namietnie mnie pocalowal, odwzajemnilam pocalunek i sie usmiechnelam.
- ide sie ubrac Lou.
Puscilam jego reke i poszlam do pokoju. Zaczelam szukac ubran, w koncu znalazlam cos odpowiedniego na dzisiejszy dzien. wyciagnelam ubrania ( http://speedwayinmylife.blog.pl/files/2013/08/zestaw-na-lato-1346872124-s183771.jpg ), ubralam sie, a potem poszlam do lazienki. Najpierw zrobilam loki, zajelo mi to 15 minut. Potem sie pomalowawalaam. tusz do rzes, eyleiner i lekki cien do powiek. Potem jeszcze polakierowalam wlosy by dluzej sie utrzymaly i dostalam smsa od przyjaciolk, ze za chwile u mnie bedzie. usmiechnelam sie do siebie i kiedy uslyszalam dziek dzwonka poszlam szybko otworzyc.
- wow. ale sie odstrzelilas.
przyjaciolk byla zdziwiona.
- no dzieki. ty tez. chodz jeszcze do mnie.
usmiechnelam sie i razem poszlysmy do przyjaciolki. bylo jeszcze niecale 15 minuy, wiec przyjaciolka probowala co powiedziec do przyjaciol Louis'a.
- najlepiej jak bedziesz soba i tyle. na pewno od razu cie polubia.
usmiechnelam sie promiennie do przyjaciolki, chwile jeszcze pogadalysmy, a potem Louis zapukal do mojego pokoju.
- Wejdz juz idziemy!
krzyknelam, poprawilam jeszcze loki i razem z przyjaciolka ruszylysmy do oniemialego chlopaka.
- ladnie wygladacie.
- dzieki.
powiedzialysmy rownoczesnie. kiedy wyszlismy z domu przyjaciele Tomlinsona napisali do niego ze niedlugo beda w centrum, wiec i my tam ruszylismy. Dojechalismy po kilku minutach. Oni czekali na nas w ktorejs restauracji. Louis nas tam zaprowadzil. Wszyscy czterech byli mega przystojni, poznalysmy sie z nimi i na poczatku zamowilysmy cos do jedzenia. Czekajac od razu rozwinely sie rozne tematy. Sue byla w niebowzieta. Najbardziej to spodobal jej sie chyba ten Harry, wydawal sie najmlodszy. Po zjedzeniu poszlismy do kilku sklepow. razem swietnie sie bawilismy, wszysy szli razem oprocz mnie i Louuis'a. My podarzalismy za nimi trzymajac sie za rece i caly czas sie do siebie usmiechalismy. Ale kiedy ktos sie odwrocil, szybko sie puscilismy, ale pozniej wracalismy do poprzedniej czynnosci. bylko na prawde slodko, nie chcialam zeby ten dzien sie konczyl, ale jak wszystko mial swoje zakonczenie, skonczylismy wszyscy kolacja z winem w restauracji, Harry z Sue poszli razem do jej domu, pewnie pojdzie ja odprowadzic, ja i Louis do siebie, apozostali do swoich domow. kiedy wiedzielismy ze nikt nas nie widzi Louis ponownie tego dnia mnie pocalowal, a ja bylam w niebowzieta. Weszlismy razem do domu, pod pokojem sie pozegnalismy i kazdy wszedl za swoje drzwi. Od razu poszlam sie kapac.
__________________________________
no to na tyle. kolejny po 400 wejsciach. paa ;*
Rozdzial 8
Kiedy przyjaciolka z bratem poszla do siebie, Louis przyszedl do mnie.
_ Dziewczyny macie czas jutro po 13?
_ Ja z pewnoscia tak, ale Sue to nie wiem, bo moze miec zajecia. Siadaj napisze do niej.
Brunet usiadl na wykladzinie pod lozkiem i czekal, a ja wyslalam przyjaciolce smsa: ,,Blagam cie powiedz ze masz jutro czas po 13. Lou zorganizowal to spotkanie. Odpisz szybko
Usiadlam na lozku i Louis tez obok mnie. Po kilku chwilach dostalam odpowiedz. Szybko odczytalam:
'' Moi rodzice mieli przyjechac, ale w takim ukladzie zaraz do nich zadzwonie i przywioze Colina do nich wczesniej. Juz nie moge sie doczekac *_*''
Usmiechnelam sie do telefonu.
- Sue ma czas.
- O to super.
- Ale bedzie bez brata. Tak chyba lepiej nie?
- No w sumie. Nie wiem jak woli. Ja tam lubie dzieci.
- Serio?
Spojrzalam na niego zdziwiona.
- No tak. A ty nie?
- Ja uwielbiam dzieci. Jestem zdziwiona, ze ty je lubisz.
- A co w tym dziwnego?
- No w sumie nic.
- No i wlasnie. A ty mialas rodzenstwo?
Spojrzalam na niego i pokiwalam przeczaco glowa.
- Zawsze zajmowalam sie bratem przyjaciolki wiec nie brakowalo mi tego. choc teraz...
- E niedlugo to ty bedziesz miec swoja rodzine i swoje dzieci.
- Tak pewnie.
Zasmialam sie i popatrzylam na Louis'a. Polozyl sie na poduszce a ja nie wiem czemu, ale polozylam sie na jego klatce piersiowej, czulam, ze byl zdziwiony, ale pozniej objal mnie reka. Dzwine, ale wtedy poczulam sie bezpieczna. Objelam go tez jedna reka i wsluchiwalam sie jak bije mu serce.
- masz chlopaka?
Dzwignelam glowe i na niego spojrzalam.
- nie. Pytasz z ciekawosci?
- mniej wiecej. Pytam bo to dla mnie wazne.
- okey. a ty masz dziewczyne?
- bylo kilka niewypalow i teraz wole poczekac. z jedna bylem nawet zareczony.
- Eh wspolczuje.
- nie musisz, po prostu przestalismy sie dogadywac i zerwalismy, to byla wspolna decyzja.
- Kochasz ja jeszcze?
- Kochalem jeszcze jakis czas, ale zajalem sie soba.
- to dobrze.
Usmiechnelam sie dalej na nim lezac. Rozmawialismy jeszcze chwile, a potem chcial wstac, usiadlam i go puscilam.
- wygodny jestes.
Zasmialam sie i przeczesalam wlosy palcami.
-Dzieki. Mile slowa od ciebie.
Usmiechnelam sie slodko i na niego patrzylam. Przyblizyl sie do mnie i chcial mnie pocalowac, tez tego chcialam, ale jego mama zapukala do mojego pokoju. Ale w koncu wiem czy cos do mnie czuje.
- O przeraszam, chodzcie na kolacje kochani. troche pozno ale nie chcielismy wam przeszkadzac z kolezanka.
wyszla z mojego pokoju, a ja spojrzalam na bruneta i sie usmiechnelam. Sama sie przyblizylam i go pocalowalam. Odwzajemnil moj pocalunek, potem razem poszlismy do jadalni. Zaczelismy jesc, ale co chwile usmiechalismy sie do siebie. Sama wrocilam do mojego pokoju i napisalam do Sue: ,,Pocalowalismy sie! *_* jeju rozumiesz?!''
Poszlam do lazienki biorac ze soba telefon. napuscilam wody, przyjaciolka zamiast odpisac do mnie zadzwonila.
- no nie wierze! Dziewczyno mowilam ci!
- no tak, ale ja nie wiedzialam czy on cos czuje.
powiedzialam wchodzac do wanny.
- to teraz juz wiesz.
- no niby tak.
- niby?! Dziewczyno daje sobie reke uciac ze on jest w tobie zakochany!
- nie przesadzaj. Jezeli juz to jedynie mu sie podobam.
- taak jasne. haha musze konczyc bo Colin chce spac. Do jutra kochana.
- Spijcie dobrze.
usmiechnelm sie i rozlaczylam. bylo po 23, wzielam szybka kapiel i ubralam pizame. Musialam umyc dzisiaj wlosy dlatego to zrobilam i od razu je rozczesalam. nalozylam odzywke i poszlam do pokoju.
______________________________________________
koniecz heuheu ;*
_ Dziewczyny macie czas jutro po 13?
_ Ja z pewnoscia tak, ale Sue to nie wiem, bo moze miec zajecia. Siadaj napisze do niej.
Brunet usiadl na wykladzinie pod lozkiem i czekal, a ja wyslalam przyjaciolce smsa: ,,Blagam cie powiedz ze masz jutro czas po 13. Lou zorganizowal to spotkanie. Odpisz szybko
Usiadlam na lozku i Louis tez obok mnie. Po kilku chwilach dostalam odpowiedz. Szybko odczytalam:
'' Moi rodzice mieli przyjechac, ale w takim ukladzie zaraz do nich zadzwonie i przywioze Colina do nich wczesniej. Juz nie moge sie doczekac *_*''
Usmiechnelam sie do telefonu.
- Sue ma czas.
- O to super.
- Ale bedzie bez brata. Tak chyba lepiej nie?
- No w sumie. Nie wiem jak woli. Ja tam lubie dzieci.
- Serio?
Spojrzalam na niego zdziwiona.
- No tak. A ty nie?
- Ja uwielbiam dzieci. Jestem zdziwiona, ze ty je lubisz.
- A co w tym dziwnego?
- No w sumie nic.
- No i wlasnie. A ty mialas rodzenstwo?
Spojrzalam na niego i pokiwalam przeczaco glowa.
- Zawsze zajmowalam sie bratem przyjaciolki wiec nie brakowalo mi tego. choc teraz...
- E niedlugo to ty bedziesz miec swoja rodzine i swoje dzieci.
- Tak pewnie.
Zasmialam sie i popatrzylam na Louis'a. Polozyl sie na poduszce a ja nie wiem czemu, ale polozylam sie na jego klatce piersiowej, czulam, ze byl zdziwiony, ale pozniej objal mnie reka. Dzwine, ale wtedy poczulam sie bezpieczna. Objelam go tez jedna reka i wsluchiwalam sie jak bije mu serce.
- masz chlopaka?
Dzwignelam glowe i na niego spojrzalam.
- nie. Pytasz z ciekawosci?
- mniej wiecej. Pytam bo to dla mnie wazne.
- okey. a ty masz dziewczyne?
- bylo kilka niewypalow i teraz wole poczekac. z jedna bylem nawet zareczony.
- Eh wspolczuje.
- nie musisz, po prostu przestalismy sie dogadywac i zerwalismy, to byla wspolna decyzja.
- Kochasz ja jeszcze?
- Kochalem jeszcze jakis czas, ale zajalem sie soba.
- to dobrze.
Usmiechnelam sie dalej na nim lezac. Rozmawialismy jeszcze chwile, a potem chcial wstac, usiadlam i go puscilam.
- wygodny jestes.
Zasmialam sie i przeczesalam wlosy palcami.
-Dzieki. Mile slowa od ciebie.
Usmiechnelam sie slodko i na niego patrzylam. Przyblizyl sie do mnie i chcial mnie pocalowac, tez tego chcialam, ale jego mama zapukala do mojego pokoju. Ale w koncu wiem czy cos do mnie czuje.
- O przeraszam, chodzcie na kolacje kochani. troche pozno ale nie chcielismy wam przeszkadzac z kolezanka.
wyszla z mojego pokoju, a ja spojrzalam na bruneta i sie usmiechnelam. Sama sie przyblizylam i go pocalowalam. Odwzajemnil moj pocalunek, potem razem poszlismy do jadalni. Zaczelismy jesc, ale co chwile usmiechalismy sie do siebie. Sama wrocilam do mojego pokoju i napisalam do Sue: ,,Pocalowalismy sie! *_* jeju rozumiesz?!''
Poszlam do lazienki biorac ze soba telefon. napuscilam wody, przyjaciolka zamiast odpisac do mnie zadzwonila.
- no nie wierze! Dziewczyno mowilam ci!
- no tak, ale ja nie wiedzialam czy on cos czuje.
powiedzialam wchodzac do wanny.
- to teraz juz wiesz.
- no niby tak.
- niby?! Dziewczyno daje sobie reke uciac ze on jest w tobie zakochany!
- nie przesadzaj. Jezeli juz to jedynie mu sie podobam.
- taak jasne. haha musze konczyc bo Colin chce spac. Do jutra kochana.
- Spijcie dobrze.
usmiechnelm sie i rozlaczylam. bylo po 23, wzielam szybka kapiel i ubralam pizame. Musialam umyc dzisiaj wlosy dlatego to zrobilam i od razu je rozczesalam. nalozylam odzywke i poszlam do pokoju.
______________________________________________
koniecz heuheu ;*
wtorek, 22 lipca 2014
Rozdział 7
Obudziłam się o 7;02. Zeszłam na ziemię i wyciągnęłam z szafy ubrania . Ubrałam spodenki, leżały idealnie. Potem ubrałam bluzkę, odsłaniała mój brzuch, nie był idealnie płaski, ale w miarę okey. Ubrałam buty, bo były całkiem nowe i potem zeszłam na dół, zjadłam szybko śniadanie i wyszłam na dwór. Wiosenny wiatr rozwiał moje niesplecione włosy. Ruszyłam przed siebie przeczesując je palcami. Dotarłam do parku, dzieci się bawiły, psy biegały, dorośli siedzieli na ławce, inni zabiegani lub zagadani przez telefon. Podwórko tętniło życiem, a mnie wszystko się wspomniało. Rodzice, moje dzieciństwo.. Praca, wszystkie święta i na końcu wypadek, jak zostałam sama, jak straciłam wszystko co było dla mnie ważne. Idąc łzy zaczęły spływać po policzkach, przetarłam je opuszkiem kciuka i zawiesiłam ręce na klatce piersiowej. Spacerowałam tak długo, ale w końcu wróciłam. Była 13, zobaczyłam w ogrodzie wszystkich domowników i małego labladora. Uśmiechnęłam się i podeszłam do nich wszystkich.
- Dzień dobry.
Powiedziałam wraz z promiennym uśmiechem, widziałam jak Lou zawiesił chwilę na mnie wzrok, a potem się opanował, albo speszył. Zaśmiałam się w myślach.
- Jak się nasz nowy przyjaciel nazywa?
Zapytałam kucając przy piesku, pogłaskałam go chwilę i znowu wstałam.
- Bruno.
Odpowiedział Louis. Uśmiechnęłam się.
- Ładnie. Zresztą jak i on.
Uśmiechnęłam się.
- Dobrze niech sobie pobiega, a ja pójdę już może zrobić obiad.
Odpowiedziała pani Alicia. Wszyscy skinęliśmy głowami, pan Johny poszedł za żoną, a ja ruszyłam do huśtawki, ściągnęłam buty i się położyłam . Chwilę później poczułam czyjąś dłoń na swojej stopie, przestraszyłam się i dźwignęłam głowę z otwarciem oczu. Uśmiechnął się słodko i położył obok mnie po tym jak ściągnął buty.
- Gdzie byłaś tak długo?
- A co stęskniłeś się? - Spytałam ze śmiechem - Byłam się przejść. Wstałam o 7.
- Wow. Gdzie ty tak długo chodziłaś?
uśmiechnął się.
- Przed siebie.
- Okey. Ślicznie wyglądasz.
- Dziękuję.
Zamknęłam znowu oczy i ''delektowałam się'' wiosenną pogodą.
- Louis mogę cię naszkicować?
Wypaliłam niespodziewanie, czułam, że się zdziwił.
- Pewnie.
- Tak? To czekaj pójdę po rzeczy.
Pobiegłam na boso do mojego pokoju biorąc buty i za chwilę wróciłam.
- Okey. ustaw się jak chcesz.
Uśmiechnęłam się, nogi złożyłam w krzyż i czekałam aż się przygotuję. Chwilę później byłam już bardzo skupiona na szkicowaniu. po pól godzinie mógł wziąć ręce i siedzieć cicho. Cała praca zajęła mi półtorej godziny. Na szczęście dla Louis'a już skończyłam i pokazałam mu ''dzieło''.
- Wow. Czadowe.
Zaśmiałam się.
- Byłaś bardzo skupiona.
- Trzeba. Gdybym nie była nie potrafiłabym nic narysować.
Odłożyłam rzeczy na ziemię i położyłam się znowu na huśtawce, zamknęłam oczy i znowu myślałam.
- Masz talent.
- W końcu chodzę do szkoły plastycznej.
- Serio?
- Tak, ale przez wypadek rodziców i tę przeprowadzkę na razie mam wolne, tak stwierdził pedagog szkolny. Za tydzień będę mogła wrócić do szkoły.
- E to dobrze. nie będziesz się już tak nudzić.
- Ja się tutaj nie nudzę, zawsze mam co robić.
Uśmiechnęłam się i usłyszałam dźwięk mojego telefonu, wyciągnęłam go z kieszeni, na ekranie widziałam, ze dzwonie Sue.
- Przepraszam, Przyjaciółka.
Uśmiechnęłam się, zeszłam z huśtawki i ruszyłam do ogrodu na boso, przypomniało mi się co wczoraj Sue mówiła, zapomniałam o tym całkowicie. Odebrałam.
- Halo?
- No cześć. I jak? i Jak?
- Ale co?
- No wiesz. Louis!
- Przestań. Nie myślałam o tym , nie miałam czasu, a jak Colin?
- Dobrze. Masz czas żeby się spotkać?
- No pewnie. Może przyjdziecie do mnie? Poznasz wszystkich i tego całego Louis'a.
Zaśmiałam się.
- Okey, w takim razie za 15 minut pasowałoby?
- Tak. Czekam na was.
Uśmiechnęłam sie do siebie i rozłączyłam. Wróciłam do bruneta.
- Sue przyjedzie z bratem. Mogą prawda?
- No pewnie. Sue to ta twoja przyjaciółka?
- Tak.
- Ile ma lat?
- I tak nie wyrwiesz.
Zaśmiałam się i dodałam, że 19.
- Eh nie mam zamiaru nikogo wyrywać.
Dał mi buziaka w policzek i wrócił do domu, a ja pozbierałam rzeczy i też poszłam do siebie do pokoju.
Pochowałam wszystko i posprzątałam żeby nie było bałaganu. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Chciałam iść otworzyć, ale Louis mnie wyprzedził. Zaczął Sue zagadaywać.
- Ekhem..
chłopak się odwrócił i zaprosił moich gości do środka, zamknął za nimi drzwi.
- Sue to jest Louis, Louis to jest Sue i jej młodszy brat. A moi rodzice zastępczy są w kuchni chodźmy.
Uśmiechnęłam się, kiedy rozebrali buty zaprowadziłam ich od kuchni i wszystkich sobie przedstawiłam. Potem Lou zaoferował się, że zabawi Colina. Życzyłyśmy mu powodzenia i poszłyśmy do mojego pokoju.
- To opowiadaj o tej randce.
- Eddy jest strasznym nudziakiem, sztywny.. Żałuję, że się zgodziłam. Nigdy więcej uwierz.
Zaśmiałam się.
- może po prostu się trochę spiął?
- A gdyby nawet to nie troche. Nic nie gadał, a ja czułam się strasznie. Nawet gdy podsuwałam mu tematy to ich nie rozwijał. eh masakra.
- oj.. poznasz kogoś innego.
Zaśmiałam się.
- Dobra dobra teraz ty opowiadaj co z Louis'em.
- ej a co ma być? No nic. Mieszkamy tylko razem. Dzisiaj go naszkicowałam.
- No co ty! Pokazuj.
Wyciągnęłam z szuflady rysunek, razem położyłyśmy się na moim łóżku.
- Nie rozumiem cię. Widać, że mu się podobasz i nie powiesz mi, ze on tobie nie.
- Może i jest przystojny, ale nic by z tego nie było. Wyobrażasz to sobie?
- no pewnie. Właśnie! jeżeli będziesz miała poznać tych chłopaków co lubią zakupy to daj znać. Też chętnie ich poznać. Może oni nie będą sztywniakami.
- Uwierz, że jezeli są przyjaciółmi Louis'a to na pewno nie są sztywniakami.
- To dobrze. Idź zorganizować spotkanie.
- Teraz?
- No tak. Zanim tu jestem. idź zapytaj Louis'a.
Zeszłam z łóżka i ruszyłam do pokoju bruneta. Lekko zapukałam, a po chwili usłyszałam, że mogę wejść.
- Przepraszam, że przeszkadzam możemy pogadać?
- Jasne.
Looknął na Colina i wyszedł z pokoju.
- Słucham?
- cii. Gadałeś kiedyś że musze poznać twoich przyjaciół cnie? Nie spieszy mi się, ale Sue by chciała. Zorganizujesz to?
- No pewnie. Zadzwonię i dam ci znac okey?
- Okey dzięki.
Uśmiechnęłam się, przytuliłam go i poszłam z powrotem do mojego pokoju.
- i co?
- Zadzwoni do nich i da mi znać.
- Ale super. Nie mogę sie doczekać.
Zasmiała się, a ja razem z nią. Rozmawiałyśmy tak do 21. Potem się pożegnałyśmy, a ona wróciła do swojego domu.
_____________________________________________________________
Koniecz rozdziału <3
- Dzień dobry.
Powiedziałam wraz z promiennym uśmiechem, widziałam jak Lou zawiesił chwilę na mnie wzrok, a potem się opanował, albo speszył. Zaśmiałam się w myślach.
- Jak się nasz nowy przyjaciel nazywa?
Zapytałam kucając przy piesku, pogłaskałam go chwilę i znowu wstałam.
- Bruno.
Odpowiedział Louis. Uśmiechnęłam się.
- Ładnie. Zresztą jak i on.
Uśmiechnęłam się.
- Dobrze niech sobie pobiega, a ja pójdę już może zrobić obiad.
Odpowiedziała pani Alicia. Wszyscy skinęliśmy głowami, pan Johny poszedł za żoną, a ja ruszyłam do huśtawki, ściągnęłam buty i się położyłam . Chwilę później poczułam czyjąś dłoń na swojej stopie, przestraszyłam się i dźwignęłam głowę z otwarciem oczu. Uśmiechnął się słodko i położył obok mnie po tym jak ściągnął buty.
- Gdzie byłaś tak długo?
- A co stęskniłeś się? - Spytałam ze śmiechem - Byłam się przejść. Wstałam o 7.
- Wow. Gdzie ty tak długo chodziłaś?
uśmiechnął się.
- Przed siebie.
- Okey. Ślicznie wyglądasz.
- Dziękuję.
Zamknęłam znowu oczy i ''delektowałam się'' wiosenną pogodą.
- Louis mogę cię naszkicować?
Wypaliłam niespodziewanie, czułam, że się zdziwił.
- Pewnie.
- Tak? To czekaj pójdę po rzeczy.
Pobiegłam na boso do mojego pokoju biorąc buty i za chwilę wróciłam.
- Okey. ustaw się jak chcesz.
Uśmiechnęłam się, nogi złożyłam w krzyż i czekałam aż się przygotuję. Chwilę później byłam już bardzo skupiona na szkicowaniu. po pól godzinie mógł wziąć ręce i siedzieć cicho. Cała praca zajęła mi półtorej godziny. Na szczęście dla Louis'a już skończyłam i pokazałam mu ''dzieło''.
- Wow. Czadowe.
Zaśmiałam się.
- Byłaś bardzo skupiona.
- Trzeba. Gdybym nie była nie potrafiłabym nic narysować.
Odłożyłam rzeczy na ziemię i położyłam się znowu na huśtawce, zamknęłam oczy i znowu myślałam.
- Masz talent.
- W końcu chodzę do szkoły plastycznej.
- Serio?
- Tak, ale przez wypadek rodziców i tę przeprowadzkę na razie mam wolne, tak stwierdził pedagog szkolny. Za tydzień będę mogła wrócić do szkoły.
- E to dobrze. nie będziesz się już tak nudzić.
- Ja się tutaj nie nudzę, zawsze mam co robić.
Uśmiechnęłam się i usłyszałam dźwięk mojego telefonu, wyciągnęłam go z kieszeni, na ekranie widziałam, ze dzwonie Sue.
- Przepraszam, Przyjaciółka.
Uśmiechnęłam się, zeszłam z huśtawki i ruszyłam do ogrodu na boso, przypomniało mi się co wczoraj Sue mówiła, zapomniałam o tym całkowicie. Odebrałam.
- Halo?
- No cześć. I jak? i Jak?
- Ale co?
- No wiesz. Louis!
- Przestań. Nie myślałam o tym , nie miałam czasu, a jak Colin?
- Dobrze. Masz czas żeby się spotkać?
- No pewnie. Może przyjdziecie do mnie? Poznasz wszystkich i tego całego Louis'a.
Zaśmiałam się.
- Okey, w takim razie za 15 minut pasowałoby?
- Tak. Czekam na was.
Uśmiechnęłam sie do siebie i rozłączyłam. Wróciłam do bruneta.
- Sue przyjedzie z bratem. Mogą prawda?
- No pewnie. Sue to ta twoja przyjaciółka?
- Tak.
- Ile ma lat?
- I tak nie wyrwiesz.
Zaśmiałam się i dodałam, że 19.
- Eh nie mam zamiaru nikogo wyrywać.
Dał mi buziaka w policzek i wrócił do domu, a ja pozbierałam rzeczy i też poszłam do siebie do pokoju.
Pochowałam wszystko i posprzątałam żeby nie było bałaganu. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Chciałam iść otworzyć, ale Louis mnie wyprzedził. Zaczął Sue zagadaywać.
- Ekhem..
chłopak się odwrócił i zaprosił moich gości do środka, zamknął za nimi drzwi.
- Sue to jest Louis, Louis to jest Sue i jej młodszy brat. A moi rodzice zastępczy są w kuchni chodźmy.
Uśmiechnęłam się, kiedy rozebrali buty zaprowadziłam ich od kuchni i wszystkich sobie przedstawiłam. Potem Lou zaoferował się, że zabawi Colina. Życzyłyśmy mu powodzenia i poszłyśmy do mojego pokoju.
- To opowiadaj o tej randce.
- Eddy jest strasznym nudziakiem, sztywny.. Żałuję, że się zgodziłam. Nigdy więcej uwierz.
Zaśmiałam się.
- może po prostu się trochę spiął?
- A gdyby nawet to nie troche. Nic nie gadał, a ja czułam się strasznie. Nawet gdy podsuwałam mu tematy to ich nie rozwijał. eh masakra.
- oj.. poznasz kogoś innego.
Zaśmiałam się.
- Dobra dobra teraz ty opowiadaj co z Louis'em.
- ej a co ma być? No nic. Mieszkamy tylko razem. Dzisiaj go naszkicowałam.
- No co ty! Pokazuj.
Wyciągnęłam z szuflady rysunek, razem położyłyśmy się na moim łóżku.
- Nie rozumiem cię. Widać, że mu się podobasz i nie powiesz mi, ze on tobie nie.
- Może i jest przystojny, ale nic by z tego nie było. Wyobrażasz to sobie?
- no pewnie. Właśnie! jeżeli będziesz miała poznać tych chłopaków co lubią zakupy to daj znać. Też chętnie ich poznać. Może oni nie będą sztywniakami.
- Uwierz, że jezeli są przyjaciółmi Louis'a to na pewno nie są sztywniakami.
- To dobrze. Idź zorganizować spotkanie.
- Teraz?
- No tak. Zanim tu jestem. idź zapytaj Louis'a.
Zeszłam z łóżka i ruszyłam do pokoju bruneta. Lekko zapukałam, a po chwili usłyszałam, że mogę wejść.
- Przepraszam, że przeszkadzam możemy pogadać?
- Jasne.
Looknął na Colina i wyszedł z pokoju.
- Słucham?
- cii. Gadałeś kiedyś że musze poznać twoich przyjaciół cnie? Nie spieszy mi się, ale Sue by chciała. Zorganizujesz to?
- No pewnie. Zadzwonię i dam ci znac okey?
- Okey dzięki.
Uśmiechnęłam się, przytuliłam go i poszłam z powrotem do mojego pokoju.
- i co?
- Zadzwoni do nich i da mi znać.
- Ale super. Nie mogę sie doczekać.
Zasmiała się, a ja razem z nią. Rozmawiałyśmy tak do 21. Potem się pożegnałyśmy, a ona wróciła do swojego domu.
_____________________________________________________________
Koniecz rozdziału <3
czwartek, 17 lipca 2014
Rozdział 6
NIE BYŁO 8 KOMENTARZY ALE PONAD 200 WEJŚĆ I JEST CZWARTEK A MIAŁAM DODAĆ W NIEDZIELE. PRZEPRASZAM PROBLEMY Z LAPTOPEM.
____________________________________________________________________________
Po wyjściu Louis'a schowałam wszystkie rysunki i zamknęłam je ponownie na klucz, a potem pochowałam wszystkie ubrania, które kupił mi mój przyszywany brat. Teraz warto byłoby zadzwonić do Sue, ponieważ dawno z nią nie rozmawiałam. Weszłam na łóżka i wybrałam numer do przyjaciółki. Włączyła się poczta więc powiedziałam co najważniejsze i poprosiłam żeby się jak najszybciej odezwała. Potem rodzice Lou zawołali wszystkich na kolacje. Tak fajnie było dzisiaj z Louis'em że nie zorientowałam się i nie jadłam obiadu. Dlatego teraz głodny żołądek dał o sobie znać. Zeszłam z łóżka i szybszym krokiem ruszyłam do stołu. Wszyscy już siedzieli, więc ja też usiadłam i zażyczyłam im smacznego. Po kilku minutach skończyłam jeść i wróciłam do swojego pokoju. Było dosyć nudno więc jeszcze raz sprawdziłam telefon a potem załączyłam telewizor. Załączyłam film, ale niestety po chwili leciały reklamy więc postanowiłam się iść wykompać. Na wszelkie wypadek wzięłam telefon i to była dobra decyzja. Po wejściu do wanny usłyszałam dźwięk. Odebrałam szybko telefon.
- Sue na reszcie. Nawet nie wiesz jak za tobą tęsknię...
- wiem przepraszam. Miałam wyłączony telefon gdyż byłam na randce.
- no co ty? Z kim?
- taki Eddy. Opowiem ci wszystko jak się spotkamy. Teraz opowiadaj co z tym Louis'em.
- no właśnie. Wcale nie jest taki zły jak na początku. Spędziłam z nim drugi dnień z rzędu i było na prawdę sympatycznie. Dzisiaj nakupił mi tyle ubrań... powiedział że ma czworo innych kolegów którzy tak jak on lubią zakupy. Musimy obie ich poznać.
- no pewnie. Ja jestem za. Znać takich facetów. Aż ci zazdroszczę że z nim mieszkasz. Na twoim miejscu wzięłabym się za niego.
- Sue błagam cię. Przecież on jest ode mnie o 7 lat starszy.
- i niby tobie to przeszkadza? A kto zawsze szalał za starszymi hm?
- to było wieki temu.
Zaśmiałam się. Ale przyjaciółka chyba miała rację. Nigdy nie przeszkadzał mi dojrzalszy wiek podrywanych przeze mnie facetów. A w zasadzie im starszy tym lepszy.
- Tamara tu ziemia!
Krzyknęła przyjaciółka do słuchawki.
- sorki zamyśliłam się.
- ja nawet wiem o czym a bardziej o kim myślałaś.
- okey koniec tematu. Chcesz to sie za niego bierz.
- ja z nim nie mieszkam kochana tylko ty. I nie spędzam z nim tyle czasu co ty. Żaden powtarzam żaden facet nie wydaje hajsu na dziewczynę która nic dla niego nie znaczy. Muszę kończyć bo Colin idzie. Mama przysłała mi tego krasnala na 5 dni.
- okey powodzenia w zabawach które wymyśli ci 5 latek.
- dzięki a ty pomyśl nad tym. Pa.
- okey obiecuję. Pa.
Rozłączyłam się i umyłam do końca. Potem wyszłam w piżamie z mokrymi włosami i weszłam na moje łóżko. Oglądałam nadal telewizję, ale nie interesował mnie zbytnio film. Myślałam o słowach przyjaciółki... doświadczonej przyjaciółki... postanowiłam że sprawdzę czy Lou coś do mnie czuje. Potem film się skończył a ja zasnęłam.
______________________________________________________
Kolejny rozdział po 290 wejściach xd
- Sue na reszcie. Nawet nie wiesz jak za tobą tęsknię...
- wiem przepraszam. Miałam wyłączony telefon gdyż byłam na randce.
- no co ty? Z kim?
- taki Eddy. Opowiem ci wszystko jak się spotkamy. Teraz opowiadaj co z tym Louis'em.
- no właśnie. Wcale nie jest taki zły jak na początku. Spędziłam z nim drugi dnień z rzędu i było na prawdę sympatycznie. Dzisiaj nakupił mi tyle ubrań... powiedział że ma czworo innych kolegów którzy tak jak on lubią zakupy. Musimy obie ich poznać.
- no pewnie. Ja jestem za. Znać takich facetów. Aż ci zazdroszczę że z nim mieszkasz. Na twoim miejscu wzięłabym się za niego.
- Sue błagam cię. Przecież on jest ode mnie o 7 lat starszy.
- i niby tobie to przeszkadza? A kto zawsze szalał za starszymi hm?
- to było wieki temu.
Zaśmiałam się. Ale przyjaciółka chyba miała rację. Nigdy nie przeszkadzał mi dojrzalszy wiek podrywanych przeze mnie facetów. A w zasadzie im starszy tym lepszy.
- Tamara tu ziemia!
Krzyknęła przyjaciółka do słuchawki.
- sorki zamyśliłam się.
- ja nawet wiem o czym a bardziej o kim myślałaś.
- okey koniec tematu. Chcesz to sie za niego bierz.
- ja z nim nie mieszkam kochana tylko ty. I nie spędzam z nim tyle czasu co ty. Żaden powtarzam żaden facet nie wydaje hajsu na dziewczynę która nic dla niego nie znaczy. Muszę kończyć bo Colin idzie. Mama przysłała mi tego krasnala na 5 dni.
- okey powodzenia w zabawach które wymyśli ci 5 latek.
- dzięki a ty pomyśl nad tym. Pa.
- okey obiecuję. Pa.
Rozłączyłam się i umyłam do końca. Potem wyszłam w piżamie z mokrymi włosami i weszłam na moje łóżko. Oglądałam nadal telewizję, ale nie interesował mnie zbytnio film. Myślałam o słowach przyjaciółki... doświadczonej przyjaciółki... postanowiłam że sprawdzę czy Lou coś do mnie czuje. Potem film się skończył a ja zasnęłam.
______________________________________________________
Kolejny rozdział po 290 wejściach xd
środa, 9 lipca 2014
Rozdział 5
Rano obudziłam się po 8. Nie chciałam nikogo budzić, bo była niedziela. Wyciągnęłam znowu podkładkę z kartką i znowu zaczęłam szkicować. Rysunek zajął mi niecałą godzinę. Po 9 wyszłam z łóżka i zeszłam na dół. Wyciągnęłam z szafy ubrania i je na siebie wciągnęłam. Po cichu otworzyłam drzwi z pokoju i poszłam na dól do kuchni. Nikogo nie było, więc nalałam soku pomarańczowego do szklanki, a potem wyszłam na dwór. Słońce ślicznie świeciło, ale wiał lekki wiaterek i pogoda była idealna. Gumką, którą miałam na ręce związałam włosy w kucyk i poszłam do ogrodu usiąść na huśtawce. O dziwo Louis już tam siedział, a kiedy go zobaczyłam to uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
- Cześć.. Ty już nie śpisz?
Spytałam siadając obok niego.
- No wstałem jakieś 10 minut temu.
- A. no i jak wyspany?
- Pewnie. Idziemy dzisiaj na te zakupy?
- Jasne możemy iść, ale musiałabym poprawić fryzurę.
- To idziemy razem, ja pójdę do siebie, a ty do siebie i za.. 15 minut przed domem?
- No pasuje mi. Chodźmy.
uśmiechnęłam się i ruszyłam do domu. Weszłam do łazienki i od razu rozpuściłam włosy.Rozczesałam je i stwierdziłam, że zostawię rozpuszczone, więc potem poszłam wziąć jeszcze torbę z telefonem, słuchawkami i portfelem z dokumentami. Wyszłam przed dom, a Louis już czekał.
- oo dziś szybciej się wybrałaś.
- Tak. Stwierdziłam, że no.. że zostanę w rozpuszczonych.
- okey chodźmy.
Ruszyliśmy razem do centrum. Nie byłam w pełni gotowa na szaleńcze zakupy, ale kilka rzeczy mogę sobie kupić... w końcu to prawda, że nie mogę żyć cały czas tym co było.
Po 14 minutach dotarliśmy do centrum. Weszliśmy do środka. Zapomniałam jak to jest, bo dosyć dawno tu byłam.
- Przyszedłeś po coś specjalnego?
Spytałam wchodząc za nim do pierwszego sklepu.
- nie... Ty przyszłaś.
- ta? Po co?
- Całą rodziną co rok chodzimy na imprezę. To tak nudne jak stypa, ale ja też jestem do tego zmuszany. Siedzimy tam i zazwyczaj rodzice rozmawiają, a ja się nudzę i piszę smsy.
- Okey. A co ja mam z tym wspólnego?
- Pamiętaj, że od niedawna należysz do rodziny.
Uśmiechnął się i lekko za rękę pociągnął mnie na dział z sukienkami.
- Ale ja nie chodzę w sukienkach.
- A ja w garniakach. Ale nie każdy robi co lubi.
- Eh.. okey w takim razie wybierzmy coś.
Zaśmiałam się i zaczęłam grzebać w czarnych sukienkach. Wzięłam kilka i pokazywałam się w każdej po kolei starszemu o 7 lat Louis'owi. Mieliśmy dylemat między jedną a drugą. Jednak potem Louis stwierdził, że ta druga jest za długa i wybraliśmy tę krótszą i ładniejszą.
- Wiesz co Lou. haha nie sądziłam, że będę robić z tobą kiedyś zakupy.
- też nie myślałem.
Wyszliśmy z tego sklepu i obeszliśmy 13 następnych. Dokupiliśmy jeszcze ciuchy na inne dni i pod wieczór roześmiani wróciliśmy do domu.
- Ale było super jejciu dziękuje ci.
uśmiechnęłam się i dałam mu buziaka.
- Nie ma problemu, ale..
- jest jakieś ale? mogłeś od razu powiedzieć.
- to nic strasznego. Chce zobaczyć twoje pozostałe rysunki.
- Ty świni to zwykły szantaż.
- Być może, ale inaczej bym ich w życiu nie zobaczył.
- Racja. Chodź.
Otworzyłam swój pokój i odłożyłam torby na ziemię. Wyciągnęłam z torebki klucz od szuflad.
- Trochę ich dużo jeżeli mam być szczera.
- Ja wiem, ale chcę je zobaczyć.
- Ten narysowałam dzisiaj rano.
Powiedziałam podając do ręki dzisiejsze ''dzieło''
- no czadowy dawaj dalej.
- haha okey.
Zaśmiałam się i pokazałam każdy następny rysunek i tym razem nie ominęłam żadnego.
- Wow one są po prostu czadowe. Ty masz talent. Najlepszy ten powiedział odwracając rysunek w moją stronę.
- haha tylko dla tego, że jest bardziej intymny?
- niiieeee no coś ty.
- Ta jasne. Znam facetów. Możesz zatrzymać ten rysunek.
- Serio? Poważnie? Mogę?
- No tak. Mam wiele swoich, a skoro ci się podoba.
- No czad. Dzięki.
Dał mi buziaka w policzek i zapatrzony w kartkę z rysunkiem poszedł do siebie.
_________________
Na dzisiaj tyle. Teraz ma być 200 wejść. 8 komentarzy. I jeżeli tyle będzie do niedzieli to dodam ;*
- Cześć.. Ty już nie śpisz?
Spytałam siadając obok niego.
- No wstałem jakieś 10 minut temu.
- A. no i jak wyspany?
- Pewnie. Idziemy dzisiaj na te zakupy?
- Jasne możemy iść, ale musiałabym poprawić fryzurę.
- To idziemy razem, ja pójdę do siebie, a ty do siebie i za.. 15 minut przed domem?
- No pasuje mi. Chodźmy.
uśmiechnęłam się i ruszyłam do domu. Weszłam do łazienki i od razu rozpuściłam włosy.Rozczesałam je i stwierdziłam, że zostawię rozpuszczone, więc potem poszłam wziąć jeszcze torbę z telefonem, słuchawkami i portfelem z dokumentami. Wyszłam przed dom, a Louis już czekał.
- oo dziś szybciej się wybrałaś.
- Tak. Stwierdziłam, że no.. że zostanę w rozpuszczonych.
- okey chodźmy.
Ruszyliśmy razem do centrum. Nie byłam w pełni gotowa na szaleńcze zakupy, ale kilka rzeczy mogę sobie kupić... w końcu to prawda, że nie mogę żyć cały czas tym co było.
Po 14 minutach dotarliśmy do centrum. Weszliśmy do środka. Zapomniałam jak to jest, bo dosyć dawno tu byłam.
- Przyszedłeś po coś specjalnego?
Spytałam wchodząc za nim do pierwszego sklepu.
- nie... Ty przyszłaś.
- ta? Po co?
- Całą rodziną co rok chodzimy na imprezę. To tak nudne jak stypa, ale ja też jestem do tego zmuszany. Siedzimy tam i zazwyczaj rodzice rozmawiają, a ja się nudzę i piszę smsy.
- Okey. A co ja mam z tym wspólnego?
- Pamiętaj, że od niedawna należysz do rodziny.
Uśmiechnął się i lekko za rękę pociągnął mnie na dział z sukienkami.
- Ale ja nie chodzę w sukienkach.
- A ja w garniakach. Ale nie każdy robi co lubi.
- Eh.. okey w takim razie wybierzmy coś.
Zaśmiałam się i zaczęłam grzebać w czarnych sukienkach. Wzięłam kilka i pokazywałam się w każdej po kolei starszemu o 7 lat Louis'owi. Mieliśmy dylemat między jedną a drugą. Jednak potem Louis stwierdził, że ta druga jest za długa i wybraliśmy tę krótszą i ładniejszą.
- Wiesz co Lou. haha nie sądziłam, że będę robić z tobą kiedyś zakupy.
- też nie myślałem.
Wyszliśmy z tego sklepu i obeszliśmy 13 następnych. Dokupiliśmy jeszcze ciuchy na inne dni i pod wieczór roześmiani wróciliśmy do domu.
- Ale było super jejciu dziękuje ci.
uśmiechnęłam się i dałam mu buziaka.
- Nie ma problemu, ale..
- jest jakieś ale? mogłeś od razu powiedzieć.
- to nic strasznego. Chce zobaczyć twoje pozostałe rysunki.
- Ty świni to zwykły szantaż.
- Być może, ale inaczej bym ich w życiu nie zobaczył.
- Racja. Chodź.
Otworzyłam swój pokój i odłożyłam torby na ziemię. Wyciągnęłam z torebki klucz od szuflad.
- Trochę ich dużo jeżeli mam być szczera.
- Ja wiem, ale chcę je zobaczyć.
- Ten narysowałam dzisiaj rano.
Powiedziałam podając do ręki dzisiejsze ''dzieło''
- no czadowy dawaj dalej.
- haha okey.
Zaśmiałam się i pokazałam każdy następny rysunek i tym razem nie ominęłam żadnego.
- Wow one są po prostu czadowe. Ty masz talent. Najlepszy ten powiedział odwracając rysunek w moją stronę.
- haha tylko dla tego, że jest bardziej intymny?
- niiieeee no coś ty.
- Ta jasne. Znam facetów. Możesz zatrzymać ten rysunek.
- Serio? Poważnie? Mogę?
- No tak. Mam wiele swoich, a skoro ci się podoba.
- No czad. Dzięki.
Dał mi buziaka w policzek i zapatrzony w kartkę z rysunkiem poszedł do siebie.
_________________
Na dzisiaj tyle. Teraz ma być 200 wejść. 8 komentarzy. I jeżeli tyle będzie do niedzieli to dodam ;*
Rozdział 4
W końcu jego rodzice do nas podeszli, a my oboje byliśmy zdezorientowani.
- Chodźcie, Louis nie zaczepiaj już tak Tamary, kolacja na stole.
Zaśmiałam się i wstałam z huśtawki. Wszyscy razem poszliśmy do jadalni. mm. Zapiekanka z wołowiną i puree z ziemniaków i pasternaka . Jedzenie stało na stole, a ja nie mogłam się napatrzeć. To ulubione danie mojej mamy. Nikomu nie powiedziałam, ale usiadłam cicho przy stole, mina trochę mi zrzedła, ale przyzwyczaiłam się, że wszystko będzie przypominać mi o rodzicach. Wszyscy zaczęli jeść i rozmawiać. Po kilkunastu minutach podziękowałam i jak zwykle odniosłam talerz do zlewu, potem poszłam do swojego pokoju. Louis poszedł za mną, więc udało mu się i nie musiał pukać.
- W zasadzie to dziękuję ci. Może nie poszliśmy na zakupy jak chciałeś, ale bardzo poprawiłeś mi humor. Cieszę się, że cię poznałam.
Powiedziałam wchodząc na łóżko.
- Też bardzo sie cieszę, że cię poznałem.
Po tych słowach się uśmiechnęłam i poklepałam miejsce na łóżku obok siebie. Wskoczył na łóżko i przy okazji na mnie, zaśmiałam się i na niego spojrzałam.
- ałaaa. ty głupku.
Zaśmiałam się i do niego przytuliłam.
- Dziękuję. Za dzisiejszy dzień.
- Ee nie ma za co. Jutro mi to wynagrodzisz i idziemy na zakupy.
- okey. Jesteś jedynym facetem, jakiego znam, który lubi zakupy.
- serio? Ja znam 4 innych.
- wow. Chcę ich poznać.
Zasmiałam się.
- no spoko. To może pokażesz mi inne rysunki?
- Absolutnie. Nie powinieneś widzieć tego dzisiejszego nawet.
- Ale dlaczego? Przecież on jest super.
- Rysuję bo lubię, a nie dla publiczności.
- No wiem, ale mnie możesz pokazać.
- Mogę, ale hmm.. nie chcę.
- pff to sie fochnę.
- nie wolno ci. Okey. Pokażę.
Zeszłam na dół i otworzyłam szufladę z wszystkimi rysunkami. Pokazałam mu wszystkie .
- wow jakie super. Gdzie sie nauczyłaś?
Wziął jeden rysunek do ręki.
- Jestem samoukiem. W domu jak mi się nudziło to rysowałam.
- No i super ci to wychodzi.
- weź nie przesadzaj, nie są wcale takie doskonałe.
Odwrócił rysunek w moją stronę.
- Ty się słyszysz? Nie są doskonałe? One są.. Najlepsze!
- Przestań..
Wszystkie po kolei oglądał .
Wzięłam je wszystkie i schowałam z powrotem do szuflady.
Po 23 poszedł do siebie, a ja z piżamą do łazienki. Umyłam się w 15 minut i wróciłam do łóżka. Cieszyłam się, że komuś podobają się moje rysunki. Zresztą Sue też mi to mówiła, ale no komuś obcemu. Położyłam się szczęśliwa i przykryłam kołdrą. Chwilę jeszcze pomyślałam i zasnęłam.
_____________________________
nie było 3 komentarzy, więc teraz 6 komentarzów = next ;*
- Chodźcie, Louis nie zaczepiaj już tak Tamary, kolacja na stole.
Zaśmiałam się i wstałam z huśtawki. Wszyscy razem poszliśmy do jadalni. mm. Zapiekanka z wołowiną i puree z ziemniaków i pasternaka . Jedzenie stało na stole, a ja nie mogłam się napatrzeć. To ulubione danie mojej mamy. Nikomu nie powiedziałam, ale usiadłam cicho przy stole, mina trochę mi zrzedła, ale przyzwyczaiłam się, że wszystko będzie przypominać mi o rodzicach. Wszyscy zaczęli jeść i rozmawiać. Po kilkunastu minutach podziękowałam i jak zwykle odniosłam talerz do zlewu, potem poszłam do swojego pokoju. Louis poszedł za mną, więc udało mu się i nie musiał pukać.
- W zasadzie to dziękuję ci. Może nie poszliśmy na zakupy jak chciałeś, ale bardzo poprawiłeś mi humor. Cieszę się, że cię poznałam.
Powiedziałam wchodząc na łóżko.
- Też bardzo sie cieszę, że cię poznałem.
Po tych słowach się uśmiechnęłam i poklepałam miejsce na łóżku obok siebie. Wskoczył na łóżko i przy okazji na mnie, zaśmiałam się i na niego spojrzałam.
- ałaaa. ty głupku.
Zaśmiałam się i do niego przytuliłam.
- Dziękuję. Za dzisiejszy dzień.
- Ee nie ma za co. Jutro mi to wynagrodzisz i idziemy na zakupy.
- okey. Jesteś jedynym facetem, jakiego znam, który lubi zakupy.
- serio? Ja znam 4 innych.
- wow. Chcę ich poznać.
Zasmiałam się.
- no spoko. To może pokażesz mi inne rysunki?
- Absolutnie. Nie powinieneś widzieć tego dzisiejszego nawet.
- Ale dlaczego? Przecież on jest super.
- Rysuję bo lubię, a nie dla publiczności.
- No wiem, ale mnie możesz pokazać.
- Mogę, ale hmm.. nie chcę.
- pff to sie fochnę.
- nie wolno ci. Okey. Pokażę.
Zeszłam na dół i otworzyłam szufladę z wszystkimi rysunkami. Pokazałam mu wszystkie .
- wow jakie super. Gdzie sie nauczyłaś?
Wziął jeden rysunek do ręki.
- Jestem samoukiem. W domu jak mi się nudziło to rysowałam.
- No i super ci to wychodzi.
- weź nie przesadzaj, nie są wcale takie doskonałe.
Odwrócił rysunek w moją stronę.
- Ty się słyszysz? Nie są doskonałe? One są.. Najlepsze!
- Przestań..
Wszystkie po kolei oglądał .
Wzięłam je wszystkie i schowałam z powrotem do szuflady.
Po 23 poszedł do siebie, a ja z piżamą do łazienki. Umyłam się w 15 minut i wróciłam do łóżka. Cieszyłam się, że komuś podobają się moje rysunki. Zresztą Sue też mi to mówiła, ale no komuś obcemu. Położyłam się szczęśliwa i przykryłam kołdrą. Chwilę jeszcze pomyślałam i zasnęłam.
_____________________________
nie było 3 komentarzy, więc teraz 6 komentarzów = next ;*
Rozdział 3
Kiedy byłam już gotowa wyszłam z pokoju i podeszłam do drzwi Louis'a. Lekko zapukałam i usłyszałam jego głos, że mogę wejść.
- to co idziemy?
Spytałam stojąc przy framudze.
- no pewnie. Ale jesteś kulturalna.
- Innych uczę to sama muszę też pokazać. Dobra to co idziemy?
- No pewnie chodź.
Wstał z krzesła i razem ruszyliśmy do wyjścia z domu.
- To dokąd idziemy?
- na zakupy.
Spojrzałam na niego. Jedyny facet, który lubi zakupy.
- Nie mogę... nie mogę się bawić. kilkanaście dni temu moi radzice zmarli, a ja.. idź sam ja sę wrócę...
odwróciłam się i ruszyłam z powrotem do domu. Stał przez chwilę w miejscu, ale potem poszedł za mną i mnie zatrzymał. Ja już płakałam, więc stanął przede mną, dźwignął głowę i wytarł łzy. Patrzyłam na niego zaszklonymi tęczówkami i nie rozumiałam czemu tak się zachował.
- Rozumiem, ale nie możesz cały czas żyć przeszłością.
- Ale to moi rodzice. żyłam z nimi 17 lat i musiałąm ich stracić teraz?
znowu zaczęłam płakać, odruchowo się do niego przytuliłam. Po kilku minutach zorientowałam się, że jestem nadal do niego przytulona, więc się oderwałam i przeprosiłam.
- Ej no. Jest ci ciężko, ale przecież sama wiesz, że taka jest kolej rzeczy. Nie każdy żyje wiecznie.
- Przestań bo to nie pomoże, a ja nigdy nie przyzwyczaję się do tego, że żyję w obcej rodzinie i nie mam już rodziców.
Ominęłam go i ruszyłam pod dom do ogrodu. Usiadłam na huśtawce i dalej płakałam. Nie rozumiałam Louis'a. Bo wiecie.. Najpierw tak mnie wkurza, przedrzeźnia, a teraz tak pociesza. Nie ogarniam po prostu. Usiadł na huśtawce obok mnie, a ja się odwróciłam do niego plecami. Pewnie już cały makijaż mi się rozmazał.
- Proszę idź.
powiedziałam, a raczej wyszlochałam.
- Nie zostawię cię teraz samej.
Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam na niego zapłakanym wzrokiem.
- Louis... nie poradzę sobie bez rodziców... bez mamy..
kolejne łzy spływały po mojej twarzy, a on patrzył na mnie.. jakby było mu mnie żal...
- Poradzisz sobie. Wiem, że moi rodzice nie zastąpią ci twoich, ale poradzisz sobie. Masz przecież nas.
- tak Louis... ale ja nie potrafię wyobrazić sobie życia bez moich rodziców. W przyszłości moje dzieci nigdy nie poznają dziadków.
- Ej jeszcze przecież ojciec twoich dzieci może mieć rodziców tak? Spokojnie przecież poradzisz sobie. ej.. jesteś dzielna no nie?
- nie..
- nie wierzysz w siebie?
Przytulił mnie do siebie, a ja chętnie się w niego wtuliłam.
- Dziękuję... Wcale nie jesteś taki zły.
uśmiechnęłam się i spojrzałam na niego.
- no sama widzisz.. Pozory mylą.
- To nie były pozory. Przez te kilka dni robiłeś wszystko żeby wyprowadzić mnie z równowagi.
- Oj tam, ale przeżyłaś.
- Jesteś jak starszy brat.. wkurzasz, ale pomagasz.
uśmiechnęłam się i mocno go przytuliłam.
Na huśtawce wieczorem znaleźli nas jego rodzice. Nawet nie wiedziałam, ze tam stoją. Po prostu rozmawiałam z Louis'em, śmiałam się, a potem on mnie przytulał.
______________________
następny po 125 wejściach ^^
- to co idziemy?
Spytałam stojąc przy framudze.
- no pewnie. Ale jesteś kulturalna.
- Innych uczę to sama muszę też pokazać. Dobra to co idziemy?
- No pewnie chodź.
Wstał z krzesła i razem ruszyliśmy do wyjścia z domu.
- To dokąd idziemy?
- na zakupy.
Spojrzałam na niego. Jedyny facet, który lubi zakupy.
- Nie mogę... nie mogę się bawić. kilkanaście dni temu moi radzice zmarli, a ja.. idź sam ja sę wrócę...
odwróciłam się i ruszyłam z powrotem do domu. Stał przez chwilę w miejscu, ale potem poszedł za mną i mnie zatrzymał. Ja już płakałam, więc stanął przede mną, dźwignął głowę i wytarł łzy. Patrzyłam na niego zaszklonymi tęczówkami i nie rozumiałam czemu tak się zachował.
- Rozumiem, ale nie możesz cały czas żyć przeszłością.
- Ale to moi rodzice. żyłam z nimi 17 lat i musiałąm ich stracić teraz?
znowu zaczęłam płakać, odruchowo się do niego przytuliłam. Po kilku minutach zorientowałam się, że jestem nadal do niego przytulona, więc się oderwałam i przeprosiłam.
- Ej no. Jest ci ciężko, ale przecież sama wiesz, że taka jest kolej rzeczy. Nie każdy żyje wiecznie.
- Przestań bo to nie pomoże, a ja nigdy nie przyzwyczaję się do tego, że żyję w obcej rodzinie i nie mam już rodziców.
Ominęłam go i ruszyłam pod dom do ogrodu. Usiadłam na huśtawce i dalej płakałam. Nie rozumiałam Louis'a. Bo wiecie.. Najpierw tak mnie wkurza, przedrzeźnia, a teraz tak pociesza. Nie ogarniam po prostu. Usiadł na huśtawce obok mnie, a ja się odwróciłam do niego plecami. Pewnie już cały makijaż mi się rozmazał.
- Proszę idź.
powiedziałam, a raczej wyszlochałam.
- Nie zostawię cię teraz samej.
Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam na niego zapłakanym wzrokiem.
- Louis... nie poradzę sobie bez rodziców... bez mamy..
kolejne łzy spływały po mojej twarzy, a on patrzył na mnie.. jakby było mu mnie żal...
- Poradzisz sobie. Wiem, że moi rodzice nie zastąpią ci twoich, ale poradzisz sobie. Masz przecież nas.
- tak Louis... ale ja nie potrafię wyobrazić sobie życia bez moich rodziców. W przyszłości moje dzieci nigdy nie poznają dziadków.
- Ej jeszcze przecież ojciec twoich dzieci może mieć rodziców tak? Spokojnie przecież poradzisz sobie. ej.. jesteś dzielna no nie?
- nie..
- nie wierzysz w siebie?
Przytulił mnie do siebie, a ja chętnie się w niego wtuliłam.
- Dziękuję... Wcale nie jesteś taki zły.
uśmiechnęłam się i spojrzałam na niego.
- no sama widzisz.. Pozory mylą.
- To nie były pozory. Przez te kilka dni robiłeś wszystko żeby wyprowadzić mnie z równowagi.
- Oj tam, ale przeżyłaś.
- Jesteś jak starszy brat.. wkurzasz, ale pomagasz.
uśmiechnęłam się i mocno go przytuliłam.
Na huśtawce wieczorem znaleźli nas jego rodzice. Nawet nie wiedziałam, ze tam stoją. Po prostu rozmawiałam z Louis'em, śmiałam się, a potem on mnie przytulał.
______________________
następny po 125 wejściach ^^
Rozdział 2
Pożegnałam się z przyjaciółką i wzięłam z auta wszystkie moje rzeczy.
- Auto zatrzymaj jak na razie. Mnie się nie przyda.
przytuliłam ją bardzo mocno i poszłam w głąb budynku. Poszukałam odpowiedniego pokoju i lekko zapukałam. Miałam szczęście, że nie było tłumu. Weszłam i zaczęłam rozmawiać z miłą, starszą kobietą.
- Auto zatrzymaj jak na razie. Mnie się nie przyda.
przytuliłam ją bardzo mocno i poszłam w głąb budynku. Poszukałam odpowiedniego pokoju i lekko zapukałam. Miałam szczęście, że nie było tłumu. Weszłam i zaczęłam rozmawiać z miłą, starszą kobietą.
________________________dwa tygodnie później___________________________
Miałam już przeprowadzkę do domu innego. Jakaś kobieta ma przyjść i posprawdzać, ale ja już byłam ulokowana, miałam swój pokój . Często odwiedzała mnie Sue i pocieszała, ale to nic nie dawało. Najczęściej siedziałam sama w pokoju i rysowałam. Jedyne co mnie tutaj denerwowało to syn moich zastępczych rodziców- Louis. Wchodził do mojego pokoju bez pukania, przedrzeźniał mnie. Eh miałam już go po prostu dosyć, a jestem tu kilka dni.
Dzisiaj także siedziałam w pokoju i rysowałam kiedy do pokoju wszedł znowu Louis. Odłożyłam kartkę z podkładką i spojrzałam na niego.
- Nie potrafisz pukać? Aż takie to trudne?!
- Sorry. Nie nauczyłem się jeszcze.
Zaśmiał się ironicznie. Tylko przewróciłam oczyma.
- Co chcesz?
- Wołają na obiad.
- Nie jestem głodna.
- U nas wszyscy jedzą razem.
- Ja nie jestem z waszej rodziny, więc nie muszę.
- Masz ze sobą problem czy co? Chodź bo będziesz słaba.
Po ostatnich słowach wyszedł z pokoju, a ja upewniając się czy rysunek leży na biurku poszłam do jadalni.
- Dzień dobry.
powiedziałam siadając na swoje miejsce.
- Smacznego.
dodałam po chwili i wolno zaczęłam jeść. Po kilkunastu minutach podziękowałam i odniosłam talerz do zlewu. Zaczęłam go myć, a pani Alicia kazała mi to zostawić i stwierdziła, że ona to posprząta. Podziękowałam jeszcze raz i wróciłam do siebie. Wchodząc do pokoju zobaczyłam, że mój rysunek leży na łóżku, a był na biurku. Tu nie idzie mieć prywatności. Ehh wzięłam go, usiadłam na łóżku i dokończyłam rysunek . Potem załączyłam komputer. Usłyszałam, że ktoś wchodzi do pokoju, odwróciłam się i zobaczyłam ZNOWU ciemnowłosego chłopaka.
- Czy ty nie możesz pukać? To nie twój pokój i nikt cię w nim nie chce!
- nikt cie w nim nie chce nikt cie w nim nie chce. Przestań. W końcu mieszkamy razem.
- Musisz mnie przedrzeźniać?
- musisz mnie przedrzeźniać...
- Boże wyjdź!
- nie jestem Bogiem spokojnie.
- Jeju.. Jesteś tak głupi, że mam cię dość. Możesz stąd wyjść?!
- Przepraszam tak serio to przyszedłem cię przeprosić i się pogodzić.
- Trochę chyba za późno co?
- No ej. Nigdy nie ma za późno. Wiesz... Lepiej późno niż wcale.
- Tak, ale ty robisz wszystko żeby mnie zdenerwować.
- Taki się już urodziłem.
- Weź. Zacznijmy od tego, że od kilku dni ja mam tutaj pokój. Więc wyjdź i zapukaj. A jak ci pozwolę to wtedy wejdź.
- Typowa kobieta.
uśmiechnął się flirciarsko i wyszedł. Wtedy też lekko zapukał a ja się zaśmiałam. No w końcu.
- Proszę.
Otworzył drzwi i wszedł.
- Takie to było trudne?
Zaśmiałam się patrząc na uśmiechniętego chłopaka.
- niby nie.
- Niby? Będę cię tak długo męczyć aż się sam nauczysz
- Spoko. Chętnie będę przychodził tu tak często.
- Nie wyobrażaj sobie. Aż tak często cię tutaj nie wpuszczę.
- ooo jaka szkoda. To wtedy wejdę sam.
- O nie. W takim razie lepiej pukaj.
- Okey. Idziesz dzisiaj może na miasto?
- W sumie dawno nie byłam, więc... czemu nie.
Wyłączyłam komputer.
- Ale muszę się przebrać, więc gdybyś był tak miły to wyjdź.
- okey. chociaż chętnie bym tu został.
- Błagam cię. Idź.
- okey okey.
Wyszedł z mojego pokoju, a ja zaczęłam się przebierać.
_______________________________
no więc koniecz rozdziału. Następny po 100 wejściach ^^
- Czy ty nie możesz pukać? To nie twój pokój i nikt cię w nim nie chce!
- nikt cie w nim nie chce nikt cie w nim nie chce. Przestań. W końcu mieszkamy razem.
- Musisz mnie przedrzeźniać?
- musisz mnie przedrzeźniać...
- Boże wyjdź!
- nie jestem Bogiem spokojnie.
- Jeju.. Jesteś tak głupi, że mam cię dość. Możesz stąd wyjść?!
- Przepraszam tak serio to przyszedłem cię przeprosić i się pogodzić.
- Trochę chyba za późno co?
- No ej. Nigdy nie ma za późno. Wiesz... Lepiej późno niż wcale.
- Tak, ale ty robisz wszystko żeby mnie zdenerwować.
- Taki się już urodziłem.
- Weź. Zacznijmy od tego, że od kilku dni ja mam tutaj pokój. Więc wyjdź i zapukaj. A jak ci pozwolę to wtedy wejdź.
- Typowa kobieta.
uśmiechnął się flirciarsko i wyszedł. Wtedy też lekko zapukał a ja się zaśmiałam. No w końcu.
- Proszę.
Otworzył drzwi i wszedł.
- Takie to było trudne?
Zaśmiałam się patrząc na uśmiechniętego chłopaka.
- niby nie.
- Niby? Będę cię tak długo męczyć aż się sam nauczysz
- Spoko. Chętnie będę przychodził tu tak często.
- Nie wyobrażaj sobie. Aż tak często cię tutaj nie wpuszczę.
- ooo jaka szkoda. To wtedy wejdę sam.
- O nie. W takim razie lepiej pukaj.
- Okey. Idziesz dzisiaj może na miasto?
- W sumie dawno nie byłam, więc... czemu nie.
Wyłączyłam komputer.
- Ale muszę się przebrać, więc gdybyś był tak miły to wyjdź.
- okey. chociaż chętnie bym tu został.
- Błagam cię. Idź.
- okey okey.
Wyszedł z mojego pokoju, a ja zaczęłam się przebierać.
_______________________________
no więc koniecz rozdziału. Następny po 100 wejściach ^^
wtorek, 8 lipca 2014
Rozdział 1
W końcu NIE wytrzymałam ï poprosiłam pielęgniarkę Zeby zawołała ordynatora click here. Wypełniła moja prośbę i po chwili Lekarz szedł już do Mnie na salę. Zobaczyłam go i uśmiechnęłam sie porozumiewawczo.
- Przepraszam. Przerwałam pewnie Panu prace, ALE BARDZO chciałabym zobaczyć co z moimi rodzicami, ale Nie Wiem gdzie Leżą, pielęgniarki nie nie chciały mi nic powiedzieć.
- Jak pani się nazywa?
- Tamara Murphy.
- Przykro mi. Pani wyszła na Szczęście Bez szwanku, ale ..
Popatrzyłam na niego juz zaszklonymi tęczówkami.
- Pani rodzice zmarli w Drodze do Szpitala.
dokończył po, chwili, a Mnie łzy od razu pociekły po, twarzy. Wybiegłam z sali i pokierowałam SIĘ w stronę Łazienek. Nadal płakałam. Mam 17 lat i, niemożliwe że straciłam rodziców właśnie Teraz. Miałam Nadzieje, Ze to sen i, Ze zaraz sie obudzę. Niestety tak sie nie nie stalo, ja zostałam Bez rodziców.
Po kilku dniach wypisali Mnie po obserwacji Ze Szpitala. Wzięłam Swoje Rzeczy i ruszyłam smętnym krokiem do Domu. Wiedziałam, Ze nie mam po co wracać, ZE NIKT NIE czeka na Mnie .. Chociaż ... JA SAMA NIE WIEM CZY Sue juz wie, ale pewnie chciałaby Mnie zobaczyć po kilku dniach. Wróciłam Taksówka Dom Pod. Wydawał sie taki Pusty, zaniedbany. NIE wyglądał Jak dom, TYLKO Jak stara, opuszczona kamienica. Otworzyłam go kluczami i rzuciłam Torbe na Ziemiami. Bylo Zimno ... kwiatki powiędły .. NIE bylo czuć boskiego zapachu obiadów mojej Mamy. NIE czułam sie Jak u siebie. Od razu zadzwoniłam do Sue.
- Hej .. mogę do CIEBIE wpaść ZA ... choćby ZA 5 Minut?
- Pewnie, coś się stało?
- Powiem ci WSZYSTKO Przy spotkaniu.
Rzuciłam zdanie i rozłączyłam SIE. NIE chciałam Zeby słyszała Jak płaczę.
Poszłam po walizkę i zapakowałam tam moje Rzeczy. Z Tym poszłam zrobić auta. Tato kupił je na wszelki Wypadek. Nie mam PRAWA Jazdy, ale Sue ma i Mnie zawiezie. Pojechałam więc nie wzbudzając żadnych podejrzeń pod dom przyjaciółki. Walizkę zostawiłam w aucie. Lekko zapukałam do drzwi jej domu, a po chwili przed otwartymi drzwiami stała uśmiechnięta przyjaciółka. Widziała, że płakałam, więc od razu mnie przytuliła i pytała o co chodzi. Wszystko po kolei jej opowiedziałam. Zaczęła mnie pocieszać, ale ja wiedziałam, że robi to tylko dlatego, bo jest moją przyjaciółką. Potem zawiozła mnie do domu opieki i stwierdziłam, że sama sobie już poradzę.
____________
To na tyle, bo mam dosyć kiepski humor, a przez niego wena mi wywietrzała. Przepraszam ;c
- Przepraszam. Przerwałam pewnie Panu prace, ALE BARDZO chciałabym zobaczyć co z moimi rodzicami, ale Nie Wiem gdzie Leżą, pielęgniarki nie nie chciały mi nic powiedzieć.
- Jak pani się nazywa?
- Tamara Murphy.
- Przykro mi. Pani wyszła na Szczęście Bez szwanku, ale ..
Popatrzyłam na niego juz zaszklonymi tęczówkami.
- Pani rodzice zmarli w Drodze do Szpitala.
dokończył po, chwili, a Mnie łzy od razu pociekły po, twarzy. Wybiegłam z sali i pokierowałam SIĘ w stronę Łazienek. Nadal płakałam. Mam 17 lat i, niemożliwe że straciłam rodziców właśnie Teraz. Miałam Nadzieje, Ze to sen i, Ze zaraz sie obudzę. Niestety tak sie nie nie stalo, ja zostałam Bez rodziców.
Po kilku dniach wypisali Mnie po obserwacji Ze Szpitala. Wzięłam Swoje Rzeczy i ruszyłam smętnym krokiem do Domu. Wiedziałam, Ze nie mam po co wracać, ZE NIKT NIE czeka na Mnie .. Chociaż ... JA SAMA NIE WIEM CZY Sue juz wie, ale pewnie chciałaby Mnie zobaczyć po kilku dniach. Wróciłam Taksówka Dom Pod. Wydawał sie taki Pusty, zaniedbany. NIE wyglądał Jak dom, TYLKO Jak stara, opuszczona kamienica. Otworzyłam go kluczami i rzuciłam Torbe na Ziemiami. Bylo Zimno ... kwiatki powiędły .. NIE bylo czuć boskiego zapachu obiadów mojej Mamy. NIE czułam sie Jak u siebie. Od razu zadzwoniłam do Sue.
- Hej .. mogę do CIEBIE wpaść ZA ... choćby ZA 5 Minut?
- Pewnie, coś się stało?
- Powiem ci WSZYSTKO Przy spotkaniu.
Rzuciłam zdanie i rozłączyłam SIE. NIE chciałam Zeby słyszała Jak płaczę.
Poszłam po walizkę i zapakowałam tam moje Rzeczy. Z Tym poszłam zrobić auta. Tato kupił je na wszelki Wypadek. Nie mam PRAWA Jazdy, ale Sue ma i Mnie zawiezie. Pojechałam więc nie wzbudzając żadnych podejrzeń pod dom przyjaciółki. Walizkę zostawiłam w aucie. Lekko zapukałam do drzwi jej domu, a po chwili przed otwartymi drzwiami stała uśmiechnięta przyjaciółka. Widziała, że płakałam, więc od razu mnie przytuliła i pytała o co chodzi. Wszystko po kolei jej opowiedziałam. Zaczęła mnie pocieszać, ale ja wiedziałam, że robi to tylko dlatego, bo jest moją przyjaciółką. Potem zawiozła mnie do domu opieki i stwierdziłam, że sama sobie już poradzę.
____________
To na tyle, bo mam dosyć kiepski humor, a przez niego wena mi wywietrzała. Przepraszam ;c
Prolog
Tamara z wypadku samochodowego wychodzi z kilkoma obrażeniami, ale traci rodziców. Potem trafia do domu zastępczego i tam poznaje od siebie 7 lat starszego Louis'a. Co wyniknie z ich znajomości?
_________
Jechałam z rodzicami na ważną prezentację do firmy taty. Zawsze uwielbiał swoją pracę, chociaż nigdy nie była ważniejsza niż ja, lub moja mama. Zawsze o nas dbał najlepiej jak umiał. Dziś wyjątkowo się spieszyliśmy, bo tata miał dwie minuty, a były korki. Bardzo się denerwował. Nie chciał zawalić tak ważnego zlecenia. Pojechał więc na skróty i przyspieszył. Pamiętam tylko, że nagle wyjechała nam na skrzyżowaniu ciężarówka i w nią wjechaliśmy. Potem obudziłam się w szpitalu. Teraz czekam na lekarza i chciałabym się dowiedzieć gdzie moi rodzice.
________
Witam. Mój nowy blog. Skończyłam dwa ostatnie i teraz stwierdziłam ze zacznę nowy. Więc zapraszam do czytania, a pierwszy rozdział już po 40 wejściach. Serdecznie zapraszam, jeżeli chcecie dowiedzieć się co wydarzy się w kolejnych rozdziałach :D <3
_________
Jechałam z rodzicami na ważną prezentację do firmy taty. Zawsze uwielbiał swoją pracę, chociaż nigdy nie była ważniejsza niż ja, lub moja mama. Zawsze o nas dbał najlepiej jak umiał. Dziś wyjątkowo się spieszyliśmy, bo tata miał dwie minuty, a były korki. Bardzo się denerwował. Nie chciał zawalić tak ważnego zlecenia. Pojechał więc na skróty i przyspieszył. Pamiętam tylko, że nagle wyjechała nam na skrzyżowaniu ciężarówka i w nią wjechaliśmy. Potem obudziłam się w szpitalu. Teraz czekam na lekarza i chciałabym się dowiedzieć gdzie moi rodzice.
________
Witam. Mój nowy blog. Skończyłam dwa ostatnie i teraz stwierdziłam ze zacznę nowy. Więc zapraszam do czytania, a pierwszy rozdział już po 40 wejściach. Serdecznie zapraszam, jeżeli chcecie dowiedzieć się co wydarzy się w kolejnych rozdziałach :D <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)